Ciekawostki o garderobie cesarzowej

Elżbieta była świadoma swojej niezwykłej urody, ale zdawała sobie też sprawę, że dzięki odpowiedniemu doborowi garderoby będzie w stanie jeszcze bardziej podkreślić swe wdzięki. Wiedziała, jaki krój i materiał może wprawić innych w zachwyt.

Pracowały dla niej wyłącznie najlepsze domy mody Wiednia. Nawet codzienne suknie Elżbiety były niemal dziełami sztuki, nad którymi pieczołowicie całymi tygodniami pracowały sztaby krawcowych. Jednak na najważniejsze okazje Sisi wybiera czołowego kreatora mody tamtych czasów, samego mistrza Charlesa Wortha, urzędującego przy paryskiej Rue de la Paix...

Ubierały się u niego także inne europejskie monarchinie oraz amerykańskie milionerki. Maestro potrafił nawet odmówić przyjęcia zlecenia, jeśli uznał, że dama nie ubiera się zbyt wykwintnie. Jednak to, że paryski projektant pracował dla cesarzowej Austrii pozostało do jej śmierci tajemnicą, ponieważ nie byłoby to dobrze widziane w austriackiej stolicy – mogłoby być uznane niemal za zdradę. Oczywiście Sisi nie musiała przyjeżdżać do Paryża, aby zlecić wykonanie sukni – to do Wiednia przyjeżdżali pracownicy Wortha, aby zdjąć miarę i dokonać wszelkich niezbędnych poprawek. Dziełem Wortha jest m.in. słynna tiulowa suknia zdobiona złotymi gwiazdami – uwieczniona na portrecie Winterhaltera – oraz suknia koronacyjna z 1867 roku, mająca średnicę niemal trzech metrów, zdobiona czarnym aksamitem, brukselską koronką i naturalnymi perłami.

.

.

.

.

.

.

Elżbieta z pewnością nie była klientką, którą łatwo było zadowolić. Każda suknia musiała leżeć idealnie, a na dodatek perfekcyjnie podkreślać atuty sylwetki cesarzowej. Gdy szyto dla niej suknię-amazonkę, Elżbieta siedziała na drewnianym koniu, mając na sobie suknię, i oceniała jej krój, przypatrując się swojej sylwetce w lustrze. Wszelkich poprawek dokonywano właśnie w takiej scenerii. Cesarskie krawcowe nie miały więc łatwo..

Garderoba cesarzowej przedstawia rozwój mody na przestrzeni XIX wieku. Kiedy młodziutka księżniczka bawarska przybywa na dwór wiedeński panuje moda na krynolinę. Zanim jednak zacznie się szaleństwo „stalowych klatek”, dających sukni odpowiedni kształt i średnicę do nawet trzech metrów, pod suknię zakładano wiele warstw sztywnych, wykrochmalonych halek. W okresie rozkwitu urody cesarzowej, a więc między jej 25 a 35 rokiem życia panuje moda na „drugie rokoko”. To właśnie w tym okresie powstaje najwięcej portretów Elżbiety.

Wkrótce potem damy zaczynają nosić turniurę – modną staje się szczupła, smukła sylwetka, podkreśla się biust i biodra, zaś tył sukni udrapowany jest dużą ilością materiału w formie trenu. Z czasem niewygodny „ogon” sukni się skraca, a ubranie staje się bardziej przylegające.

.

Turniura

.

Na przestrzeni lat zmieniają się także kolory sukien. Królowa Wiktoria zapoczątkowała wprawdzie modę na białe suknie ślubne, jednak w połowie XIX wieku wciąż nie był to jeszcze rozpowszechniony zwyczaj. Królewskie i cesarskie panny młode zakładały raczej suknie zdobione złotymi i srebrnymi ornamentami. Suknia ślubna Elżbiety wykonana była z mory i zdobiona srebrnymi haftami o motywach kwiatowych. Do dziś zachował się jednak tylko tren sukni. Po cesarskim ślubie została ona bowiem przekazana bazylice Maria Taferl w Dolnej Austrii. Srebrny haft przeniesiono na ornat kapłański. Zachowała się także biżuteria ślubna Elżbiety – filigranowy wieniec o motywach kwiatowych wykonany ze złota, wsuwki do włosów oraz brosza. Bukiet ślubny Elżbiety stanowiły białe róże. Więcej o sukni ślubnej Elżbiety przeczytacie tutaj.

.

 .

W młodości Sisi suknie farbowano naturalnymi barwnikami roślinnymi, stąd też ich kolory były przeważnie jasne i mało intensywne. Noszono wówczas beż, biel i barwy pastelowe. W 1854 roku, a więc w roku ślubu Elżbiety, zaczęto stosować barwniki anilinowe – smołowe. Wybór barw stał się szerszy – można już było założyć suknie w głębokiej czerwieni, błękicie i fiolecie. Także ulubiony kolor Elżbiety – fiołkowy – jest teraz możliwy do uzyskania. Elżbieta przepada za sukniami w bieli, czerni i fiolecie. Nosi chętnie suknie tiulowe i muślinowe, z czasem jednak preferuje cięższe materiały, takie jak brokat (srebrny lub złoty).

.

.

.

.

Jedna z niewielu jasnych sukien, jakie Elżbieta nosiła po śmierci syna, Rudolfa

.

.

Oczywiście nie bez znaczenia była też szczupła talia. A nikt nie miał mniejszej talii niż sama cesarzowa – niecałe 50 cm w obwodzie. Jednak to nie wystarczyło ambitnej monarchini. To właśnie Sisi przypisuje się wynalezienie tzw. „wiedeńskiej talii”, do uzyskania której konieczny był specjalny rodzaj gorsetu, który sznurowano… od boku. Gdy nakładano klasyczny gorset, sylwetka wydawała się szczuplejsza, gdy patrzyło się na nią z boku, a nie na wprost. W tym przypadku – odwrotnie. Talia Elżbiety wydawała się więc jeszcze szczuplejsza niż w rzeczywistości. Gorsety cesarzowej wykonane były z jedwabiu i mory i sprowadzane prosto z Paryża. Elżbieta nosiła je zaledwie przez kilka tygodni, po czym zamawiano kolejne..

Warto też wspomnieć, że akcesoria cesarzowej wykonane były z drogich materiałów – jedwabiu, koronek, macicy perłowej, kości słoniowej (parasolki, wachlarze), cienkiej skóry (rękawiczki), a także futra gronostaja (mufki i zimowe wdzianka)..

.

.

Cesarzowa nie była z pewnością uzależniona od mody, ale niewątpliwie inwestowała wiele czasu i energii, aby udoskonalić swój wizerunek. W końcu gra toczyła się o najwyższą stawkę – o reputację Pierwszej Damy Cesarstwa…

.

Na podstawie:

Kronen Zeitung Geschichte – Sisi (2016, str. 42-46)

Legendarna suknia cesarzowej

Zjawiskowa tiulowa suknia, włosy upięte w koronę z warkoczy, przyozdobione biżuteryjnymi gwiazdami. O kim mowa? Pierwszą panią, która ukazała się w tej kreacji nie była cesarzowa Elżbieta, lecz… wpływowa paryska kurtyzana, hrabina Virginia de Castiglione. To ona – jako pierwsza – wkłada na siebie tiulowe dzieło Charlesa Wortha. Dopiero dwa lata później najsłynniejszy projektant Belle Epoque sporządzi podobny model dla Jej Wysokości. Virginia była także prekursorką mody na upinanie warkoczy w koron i przyozdabianie ich gwiazdami….

.

Paryska kurtyzana, hrabina Virginia de Castiglione

 

Powyższe zdjęcia powstały jeszcze przed namalowaniem słynnego portretu cesarzowej przez Winterhaltera. Jak wiele ówczesnych kobiet, także i Sisi była zafascynowana życiem kobiet z paryskiego półświatka. W swoim „albumie piękności” zgromadziła mnóstwo zdjęć aktorek, tancerek i dam lekkich obyczajów. Wśród nich była także i Virginia, która przykuła jej szczególną uwagę. Była jej rówieśniczką, a na dodatek – przynajmniej w połowie lat 60. – przewyższała cesarzową o gust w dziedzinie mody. Tutaj znajdziecie więcej zdjęć pięknej kurtyzany.

.

.

Elżbieta mocno zainspirowała się stylem Virginii – można wręcz powiedzieć, że go skopiowała i nieco uszlachetniła, tak aby był godny Jej Cesarskiej Mości. Nie kreowała się też na femme fatale ani uwodzicielską diwę, lecz raczej na eteryczną postać z bajki. Jej włosy zdobiły bowiem diamentowe gwiazdy wykonane na jej specjalne zamówienie u dworskiego jubilera. Ozdoba ta zrobiła prawdziwą furorę na europejskich dworach – odtąd każda monarchini pragnęła wyglądać jak cesarzowa Austrii. A jednak tylko Elżbieta posiadała wystarczająco długie i gęste włosy, aby prezentować się w nich nienagannie (więcej na ten temat znajdziecie w tym artykule). To właśnie ten wizerunek mamy przed oczyma, gdy o niej myślimy…

.

Na marginesie warto wspomnieć, że hrabina wywarła niemały wpływ na losy XIX-wiecznej Europy, o czym przeczytacie tutaj. Ciekawe, czy była zazdrosna o przywłaszczenie sobie jej stylu przez samą cesarzową Austrii…

.

 

Na podstawie: Kronen Zeitung Geschichte – Sisi (str. 52-53, 2016)

.

***

.

PS. Mój blog właśnie kończy okrągłe 10 lat !!! Jednego jestem pewna – w 2007 roku nie sądziłam, że zdobędę tylu Czytelników. Byłam przygotowana na raczej krótką przygodę z blogowaniem, chciałam, żeby to było bardziej kompendium wiedzy o Elżbiecie, a nie blog. Z czasem to się zmieniło. Ewoluowała szata graficzna, przybywało nowych zdjęć, kategorii, pomysłów na artykuły, książkowych biografii cesarzowej, a także życzliwych Czytelników, wysyłających mi ciekawe zdjęcia i informacje. Jednym z najbardziej wyrazistych momentów był także zakup przedwojennej biografii cesarzowej, na którą „polowałam” przez kilka dobrych lat…

Pamiętam, że dokładnie 10 lat temu w lipcu wyemitowano trylogię „Sissi” z Romy Schneider. O ile jeszcze kilka lat wcześniej zadowoliłam się podstawowymi informacjami o cesarzowej, o tyle latem 2007 roku dosłownie przeczesywałam wszelkie dostępne mi źródła, aby dowiedzieć się o tej niezwykłej postaci jak najwięcej. Z czasem zgromadziłam na tyle dużo ciekawych informacji, że postanowiłam się nimi z Wami podzielić. Dzięki filmom z Romy Schneider, do których mam do dziś ogromny sentyment, oraz dogłębnemu poszukiwaniu informacji o cesarzowej doszkoliłam języki obce, co umożliwiło mi spełnienie marzenia – dziś pracuję w zawodzie tłumacza języka niemieckiego i angielskiego. Brzmi jak cukierkowa historia rodem z Hollywood, ale jest najprawdziwsza w świecie.

Pragnę serdecznie podziękować Wam, drodzy Czytelnicy, za wszystkie komentarze, maile i miłe słowa. To już ponad 1,5 miliona odwiedzin i ponad 800 komentarzy! Bez Was już dawno zabrakłoby mi motywacji do prowadzenia bloga. Naprawdę wiele Wam zawdzięczam. Dziękuję!!!

.

.

Moda w czasach cesarzowej Sisi

.

Wprawdzie napisałam już niejeden artykuł poświęcony XIX-wiecznej modzie kobiecej, jednak niedawno natknęłam się na genialną książkę autorstwa pani Anny Sieradzkiej pt. „Żony modne – historia mody kobiecej od starożytności do współczesności”. Sięgając po nią, zupełnie nie spodziewałam się, że… ujrzę na jej kartach portret cesarzowej Sisi!

.

Fragment „Żon Modnych”

.

.

Książka bardzo miło mnie zaskoczyła – przede wszystkim napisana jest szalenie wdzięcznym językiem i czyta się ją bardzo przyjemnie. Dlatego też zdecydowałam się opracować kilka jej rozdziałów i opowiedzieć Wam pokrótce, jak kształtowały się modowe trendy w czasach cesarzowej Sisi.

Na początku XIX wieku, gdy skołatana wojnami napoleońskimi Europa zapragnęła spokoju, narodziła się nowa epoka. A szukano go przede wszystkim w domowym zaciszu. Nowy sposób ubierania, zachowania i dekorowania mieszkań, nazywany biedermeierem, ukształtował się nie gdzie indziej, ale właśnie w mieście Kongresu Wiedeńskiego. Nie trzeba chyba dodawać, że różnił się on diametralnie od stylu empire

.

Francois Gerard „Madame Récamier”

(wga.hu)

.

.

Naddunajski biedermeier

.

Pierwszym założeniem mody tego okresu było całkowite odcięcie się od antyku, toteż i w modzie zrezygnowano z antycznej naturalności i swobody. Styl à la antique uchodził bowiem za modę godną kobiet lekkich obyczajów – „wyzwolonych” z gorsetów, a tym samym z moralności. Toteż powoli skrywano roznegliżowane dotąd partie ciał pięknych dam – suknie zyskały długie rękawy, dekolty były dopuszczalne tylko w przypadku sukni balowych, na co dzień zaś gors i szyję skrywał odtąd wysoki kołnierz. Linia pasa sukni powoli powróciła spod biustu na swoje anatomiczne miejsce, a rękawy i spódnice coraz bardziej poszerzano. Już w latach 30. uformował się zupełnie nowy wzorzec kobiecej sylwetki. Idealnie piękna dama miała talię osy – dzięki ciasno zasznurowanemu gorsetowi, jej ramiona zaś opadały nienaturalnie na dół dzięki nisko wszytym, szerokim rękawom, natomiast spódnica była nad wyraz obszerna. Po raz kolejny w historii strój zaczął ingerować w budowę kobiecego ciała. Również i wizerunek samej kobiety uległ przeobrażeniu. Ideałem cnót stała się bowiem, jak to ujęła Anna Sieradzka, kurka domowa – anioł domowego ogniska, całkowicie przedkładający szczęście rodzinne nad wszelkie inne rozrywki.

Do łask wróciły duże nakrycia głowy – tzw. budki, kapelusze o wysokich główkach i szerokich rondach, ozdabiane ogromnymi kokardami, a także toczki, zawoje i czepce upstrzone koronkami i falbankami. Upodobanie do przesady w zdobieniu dotyczyło też wystroju wnętrz – w tamtych czasach upodobano sobie szczególnie kolekcjonowanie bibelotów. Fryzura biedermeierowskiej damy składała się z wysokiego koka, upiętego warkocza i sztywnych loków zebranych w pęki po obydwu stronach twarzy. Klasycznym ucieleśnieniem mody biedermeierowskiej była sama arcyksiężna Zofia.

.

Joseph Stieler „Arcyksiężna Zofia

(wikipedia)

.

,

 

Triumf krynoliny

.

„Z dużego dekoltu wykwitają śnieżnobiałe ramiona, cieniutka talia wyłania się z powodzi koronek i falbanek, pokrywających niezmiernie szeroką spódnicę. Regularny owal twarzy o melancholijnym spojrzeniu, dystynkcja gestu, wykwintność każdego drobiazgu zdobiącego strój” – o kim mowa? Oto wizerunek najwytworniejszej damy Francji, cesarzowej Eugenii de Montijo, utrwalony na niezliczonych portretach Winterhaltera.

.

.

Cesarzowa Francji według Winterhaltera

(wikipedia)

.

.

Nikt, tak jak on, nie potrafił oddać piękna zarówno Eugenii, jak i innych europejskich monarchiń, również cesarzowej Elżbiety, nazywanej najpiękniejszą kobietą ówczesnej Europy, czy niezbyt urodziwej królowej Wiktorii, która na jego obrazach jawi się jako urodziwa i majestatyczna władczyni. Eugenia była bezapelacyjnie kreatorką mody – to właśnie ona stworzyła styl II Cesarstwa i wypromowała modę na spódnicę rozpiętą na sztywnym stelażu – krynolinę, nazywaną nawet żartobliwie najtrwalszym dziełem Napoleona III. Tak naprawdę odpowiedzialność za dyktowanie mody w tamtym okresie można z całą pewnością przypisać wyłącznie jego pięknej małżonce, posiadającej zresztą świetny gust. Do wypromowania krynoliny przyczynili się też… inżynierowie, bowiem to oni skonstruowali w 1856 roku lekką, elastyczną „klatkę” ze stalowej taśmy. „Klatka” pozwoliła zachować pokaźny obwód spódnicy bez noszenia niewygodnych usztywnień z włosia czy licznych wykrochmalonych halek.

Krynolina była strojem demokratycznym – w latach 60. XIX wieku nosiły ją bowiem wszystkie kobiety, począwszy od koronowanych głów, aż do służących, które równie chętnie jak arystokratki nosiły czepeczki wiązane wstążkami pod brodą, czy naśladowały najnowsze trendy. Jeśli dodamy do tego jeszcze rodzącą się wówczas masową produkcję i wypuszczenie na rynek maszyn do szycia, to łatwo wysnuć wniosek, że postęp techniczny również bardzo przyczynił się do popularyzowania ówczesnej mody.

Eugenia wylansowała nawet nową fryzurę na upięcie z przedziałkiem na środku głowy, włosami opadającymi na uszy i upiętymi z tyłu lokami, opadającymi wdzięcznie na szyję.

Z Eugenią mogła konkurować tylko cesarzowa Elżbieta, dorównująca lub może nawet przewyższająca ją w urodzie i elegancji. Obydwie jednak zaznały wiele goryczy w życiu osobistym. Ich losy są niejako potwierdzeniem zasady, że majątek, władza i uroda nie idą w parze ze szczęściem…

.

.

.

Cesarzowa Elżbieta – Winterhalter

 

.

.

Patriotyczna żałoba Polek

.

W przeciwieństwie do mieszkanek innych krajów, z którymi historia obeszła się nader łaskawie, Polki musiały zmierzyć się klęską Powstania Styczniowego i idącymi w ślad za nim represjami, które na długo zdeterminowały sposób ich ubierania się. Tragiczne wydarzenia związane z upadkiem Powstania jednak niezupełnie pozbawiły nasze rodaczki z marzeń o modzie i elegancji. Obszerna krynolina była nie tylko modna, ale i oddawała przysługi w… działalności konspiracyjnej ówczesnych patriotek. Można było bowiem pod nią ukryć tajne dokumenty, ulotki, odezwy, a nawet broń. XIX-wieczne Polki przywdziały żałobę narodową i pozbyły się wszelkich klejnotów, oddając je na potrzeby Rządu Narodowego. Złoto i brylanty zastąpiła jednak biżuteria patriotyczna – np. bransoletki w kształcie więziennych łańcuchów, broszki z motywem cierniowej korony, krzyżyki, kolczyki i obrączki wykonane z czarno oksydowanej stali. Czarne suknie zdobiły jedynie białe, koronkowe kołnierzyki i mankiety. Fryzury zaś nie były zbyt wymyślne – włosy noszono gładko upięte. Odstępstwa od kanonów żałoby narodowej były poczytywane za zdradę. Dotyczyły one również dzieci.

W czasach popowstaniowych represji niemal hymnem każdej Polki stała się piosenka do słów Konstantego Gaszyńskiego o sugestywnym tytule „Czarna Sukienka”:

.

Schowaj matko, suknie moje,
Perły, wieńce z róż:
Jasne szaty, świetne stroje –
To nie dla mnie już!
Niegdyś jam stroje, róże lubiła,
Gdy nam nadziei wytrysnął zdrój;
Lecz, gdy do grobu Polska zstąpiła,
Jeden mi tylko przystoi strój:
Czarna sukienka!

 .

Artur Grottger „Pożegnanie Powstańca”

(eszkola.pl)

.

Również i w tym wypadku moda stała się wyrazem niemej manifestacji przekonań i uczuć, do których nie można było się przyznać publicznie…

 .

.

Gorset, turniura i tren – czyli kwintesencja niewygody

.

Wprawdzie bohaterowie literatury pozytywizmu przedkładali rozum nad porywy serca, jednak ta ideologia najwyraźniej nie objęła damskiej mody. A zwłaszcza noszenia gorsetu, traktowanego wówczas jako antidotum na niedoskonałości kobiecej figury. Nawet kostiumy plażowe z lat 70. tamtego stulecia, bynajmniej nieprzeznaczone do (wygodnego) pływania, nie tylko zakrywały całe ciało, ale i… były wyposażone w nieodłączny gorset.  XIX-wieczne damy zachęcano wręcz do gimnastykowania i spania w gorsecie. Dopuszczalne w tym okresie sporty, jak chociażby jazda konna, czy zyskująca stopniowo na popularności jazda na rowerze, również nie zwalniała kobiet z noszenia tej niewygodnej części garderoby. Niektóre panie nie rezygnowały z gorsetu nawet na czas spania (w celu uformowania pożądanej sylwetki), czy ciąży…

Jedynie emancypantki wykazały się odwagą i otwarcie popierały kampanię przeciw gorsetowi. Wtórowały rozsądnym głosom lekarzy i publicystów, wskazujących na zgubne skutki zdrowotne tego – dosłownie – zapierającego dech pancerza. Sprawa jednak nie była nowa, bo już w 1834 roku na łamach warszawskiego „Magazynu Powszechnego Użytecznych Wiadomości”, ostro piętnowano noszenie gorsetu. Jednak jeszcze kilka następnych pokoleń kobiet wciąż przedkładało modę nad zdrowie i wygodę. Czas prawdziwej rewolucji w damskiej modzie miał nadejść dopiero za kilkadziesiąt lat, tj. po pierwszej wojnie światowej. Dopiero na przełomie XIX i XX wieku powstały pierwsze nowatorskie projekty zastąpienia gorsetu miękkim staniczkiem, połączonym tasiemkami na biodrach. Był to pierwowzór biustonosza i paska na pończochy, używanych powszechnie dopiero w latach 20. XX wieku.

Jak to ujęła sama Coco Chanel: „[Ówczesne kobiety były] ściśnięte do samego dołu, bez jakiejkolwiek swobody w biodrach, nogach, nigdzie (…) Jako że za dużo jadły, były grube, a że były grube, a nie chciały takie być, ściskały się gorsetami. Gorset podnosił tłuszcz do piersi, ukrywał go pod suknią. (…) W roku 1914 nie było ubrań sportowych. Udział kobiet w imprezach sportowych był taki jak dam w średniowiecznych turniejach. (…) Wymyślając sweter, uwolniłam ciało, porzuciłam pasek (…), wykreowałam nową sylwetkę. Żeby się do niej dopasować, wszystkie moje klientki się odchudzały. Przychodziły do mojej firmy kupić szczupłość. (…)

[Po I wojnie] pracowałam dla nowego społeczeństwa. Do tamtej pory ubieraliśmy kobiety bezczynne, próżniacze, kobiety, którym pokojówki musiały wkładać pończochy. Teraz moimi klientkami są kobiety aktywne, które chcą się czuć w sukienkach swobodnie (…)”.  Ta wielka rewolucja modowa miała jednak nastąpić dopiero po 1918 roku.

.

.

Suknia krynolinowa

Kadr „Przeminęło z Wiatrem” (1939)

(pinterest.com)

.

Kobiety w XIX i początków XX wieku jednak wciąż pozostawały niewolnicami coraz to dziwniejszych pomysłów paryskich dyktatorów mody. W krępowaniu i udziwnianiu sylwetki gorsetowi wtórowała turniura, wynalazek który w latach 70. i 80. XIX wieku zastąpił krynolinę. Turniura pozwalała na upięcie spódnicy w fałdy i draperie zgromadzone w tyle dzięki specjalnemu podkładowi z włosia lub metalowych prętów, umocowanym w pasie taśmami. Obydwa te nad wyraz niewygodne i piętnowane przez lekarzy elementy damskiego ubioru należały do niezbędnego wyposażenia każdej damy. Przeładowanemu ozdobami (tj. draperie, falbany, pliski i naszycia pasmanteryjne) strojowi wtórowało równie pracochłonne uczesanie – fryzowana grzywka nad czołem, drobne loczki na skroniach, węzeł na czubku głowy i miękkie, opadające na kark loki. Maleńki kapelusik pełnił wyłącznie ozdobną funkcję – składał się wyłącznie z falbanek, koronek i drobnych kwiatków i bardziej przypominał bombonierkę niż prawdziwe nakrycie głowy.

.

.

.

.

Suknia z turniurą – cesarzowa Elżbieta

(facebook.com)

.

.

Fason princesse wyłamywał się jednak z tego kanonu i nie uznawał turniury. Dzięki obcisłemu stanikowi i wąskiej, opiętej na biodrach spódnicy, wysmuklał sylwetkę i nie zniekształcał jej. Taki model upodobała sobie między innymi nasza polska aktorka teatralna, Helena Modrzejewska.

.

Tadeusz Ajdukiewicz „Helena Modrzejewska”

(wikipedia)

.

.

Niezbędnym dodatkiem do sukni był też długi tren. Jego noszenie wymagało od kobiety nie tylko perfekcyjnej gracji w chodzeniu, tańcu, czy siadaniu, lecz będący równie niehigieniczny, co gorset i turniura. Tren-ogon i cały dół spódnicy wprawdzie obszywano specjalną taśmą wykończoną szczoteczką, mającą zabezpieczać suknię przed zniszczeniem, jednak i tak panie „zamiatały” spódnicą zakurzone korytarze i brudne ulice. Nic dziwnego, że na przełomie wieków kobiety powiedziały w końcu dość i postulowały o zniesienie niewygodnych trenów (a także gorsetów i wysokich kołnierzyków). Wypowiedź Joasi, bohaterki „Ludzi bezdomnych” Stefana Żeromskiego, wydaje się zatem w pełni uzasadniona:

Ach, to ubranie do ziemi! Jest ono zapewne miłe, doskonałe i piękne, ale dla pań, które nigdy nie chodzą po zabłoconych ulicach, tylko jeżdżą w karetach. Dla nas, co musimy grasować po bagnach dzielnic ubogich – jest to prawdziwa katusza. Obrzydłe jest podkasać suknię wyżej (zresztą niemożliwe, bo wnet dziesięciu panów zacznie się przyglądać), a ręce kostnieją trzymać ją, dbać o nią – albo zachlapać i nosić na sobie kupy brudu. W jednej ręce niosę parasol, książki, kajety, drugą muszę wiecznie piastować swój ogon i w tym kształcie upędzać się po trotuarach. Skromność pozwala dekoltować się, odsłaniać nagie ramiona i piersi, ale zakazuje demonstrowania światu nogi wyżej kostki, w grubej pończosze i wysokim trzewiku. Ciekawam, czy też w chwili gdy moda każe nam przyczepiać sobie z tyłu ogon kangura, będziemy wykonywały jej polecenia z takim samym pietyzmem jak teraz, gdy dźwigamy ogony sukienne?

.

 

Kobieta-motyl na przełomie wieków

.

W ten sposób określano modne damy na przełomie XIX i XX wieku. Panujący wówczas w sztuce i architekturze styl secesji upodobał sobie motywy o wijących się, falistych liniach, smukłych kształtach i delikatnej kolorystyce. Moda uciekała się do najróżniejszych środków, aby upodobnić kobietę do zachwycających dzieł matki natury, np. smukłego łabędzia, giętkiej łodygi kwiatu, czy barwnego motyla. Panie nosiły zatem ogromne kapelusze z wysuniętym do przodu rondem, ich suknie eksponowały biust i wąską talię, zaś rozkładający się wachlarzowo obszerny tren sukni istotnie mógł przypominać pawi ogon.

.

.

Moda secesyjna

(wikipedia)

.

.

Lekkie materiały, tj. tiule, muśliny, jedwabie i aksamity, czyniły stroje zwiewnymi i subtelnymi niczym rozchylające się płatki kwiatu. Ich pastelowa kolorystyka oraz naszywane na delikatne tkaniny szklane paciorki, imitujące krople rosy, także podkreślały podobieństwo kobiety secesji do świata flory i fauny. Również biżuteria i inne akcesoria pań hołdujących tej modzie zdobiły wymyślne hafty i aplikacje nawiązujące do świata natury. Nikogo nie dziwiły więc czy rączki do parasolek czy wachlarzy w kształcie jaszczurek. Na porządku dziennym należało też ozdabianie kapeluszy… sztucznymi ptakami i motylami.

Kobieta secesji była też istotnym motywem w pracach ówczesnych artystów. Jej smukła, giętka sylwetka, włosy w dosłownie artystycznym nieładzie i lekkie szaty stanowią nieodłączny motyw malarstwa, rzeźby i rzemiosła tamtej epoki. Zaś strój ówczesnych dam dorównywał swoim kunsztem i przemyślaną formą i symboliczną treścią największym arcydziełom sztuki secesyjnej.

Kres podkreślającej kobiece atuty modzie przyniosła I wojna światowa. Po niej nastała moda na chłopczycę, a następnie na filmowego wampa, mające już niewiele wspólnego z epoką krynolin… ale to już temat na oddzielny artykuł.

.

***

 .

Mam nadzieję, że spodobała Wam się ta podróż w czasie, śladami mody w czasach cesarzowej Elżbiety. Można z całą pewnością stwierdzić, że wymogi XIX-wiecznej mody okazały się o wiele silniejsze od troski o zdrowie i wygodę. Wprawdzie dzisiaj kobiety nie noszą już krynoliny, turniury, czy gorsetu, jednak trzeba przyznać, że nawet i teraz wiele z nas wciąż ulega kaprysom mody… Nieprawdaż?

 .

.

Na podstawie: Żony modne, Anna Sieradzka, WNT 1993 oraz Kobiety niepokorne, Cristina Morató, Świat Książki 2015

.

PS. Zachęcam również do lektury artykułu o zaginionych klejnotach cesarzowej!

.

Krynolina i gorset – piękno warte tortur?

*

Zanim przejdę do omówienia kwestii krynoliny i gorsetu, chciałabym poświęcić kilka słów stylowi empire (1800-1815). Dominował on w modzie, architekturze, malarstwie i sztuce użytkowej w czasach napoleońskich. Wzorowano się na sztuce starożytnej Grecji, Rzymu i Egiptu – m.in. pod wpływem licznych odkryć archeologicznych, których Francuzi dokonali podczas wyprawy Napoleona do Egiptu. Budowano wówczas monumentalne łuki triumfalne, wykonywano meble zdobione antycznymi ornamentami. Natomiast stroje, zwłaszcza damskie, wzorowane były na ubiorach antycznych – zwiewnych tunikach, bardzo uwydatniających biust.

.

ard.de

Królowa Prus, Luiza 

**

.

.*

 

Moda ta stanowiła stanowcze wyłamanie się z poprzedniego kanonu piękna – ciasno zasznurowanych w gorsety kobiet w obfitych sukniach, noszących ogromne peruki. Kobiety jednak bardzo krótko cieszyły się wyzwoleniem z niewygodnej mody (to zagadnienie ujęto w pewnej zabawnej reklamie). Po upadku Napoleona napiętnowano już nie tylko samego przywódcę, ale też modę empire, który popadł w niełaskę i zyskał opinię „nieprzyzwoitego” – wszak kobiety miały na sobie bardzo niewiele, co uchodziło już kilka lat później za niemoralne. Kojarzyło się bowiem z wyuzdaną wolnością i rozpustą. Toteż po Kongresie Wiedeńskim, przywracającym Europie ład geograficzny i moralny, świat opanowała moda, będąca zupełnym przeciwieństwem stylu empire…

*

Zofia z Czartoryskich Zamoyska z rodziną

*

*

Moda z piekła rodem

*

W 1882 roku Oskar Wilde ubolewał nad ówczesną modą: Od wieku XVI do czasów obecnych nie wymyślono żadnej tortury, której by nie narzucono naszym dziewczętom, ani której nie znosiłyby kobiety w imię bezmyślnej i potwornej mody. Nie mylił się. XIX wiek pokazał bowiem, jaki wpływ wywarła moda na sposób myślenia, a nawet zdrowie, życie kobiet.

Kobiety żyjące w XIX wieku doskonale wiedziały, co to znaczy cierpieć dla urody. Ówczesny ideał kobiecego piękna można było zdefiniować następująco: bardzo wąska talia, podniesiony biust, uwydatnione pośladki. Strój był oznaką statusu społecznego, a więc przynależności klasowej i majątku. Im cieńsza talia i bardziej fantazyjne, bogatsze suknie, tym lepiej…

*

*

*

Epoka krynoliny (rodzaju spódnicy, uszytej z materiału rozpiętego na obręczach lub włosiance) przyczyniła się do triumfalnego powrotu gorsetu. Odtąd kobiety miały być zasznurowane tak ciasno, jak to tylko możliwe. Dzięki masowej produkcji w fabrykach moda na krynolinę zawojowała cały świat.  Natomiast to, ile warstw materiału skrywało się pod ich suknią graniczy niemal z groteską. Suknie krynolinowe zajmowały mnóstwo miejsca, co było bardzo niewygodne w życiu codziennym. Już choćby siadanie na fotelu, spacer, przejście przez drzwi, nie wspominając już o podróżowaniu, było bardzo utrudnione…

*

XIX-wieczna karykatura

*

*

Moda była propagowana nie tylko przez ówczesne gazety, a nawet wpływowe kobiety. Wystarczy wspomnieć tutaj cesarzową Francji, Eugenię, która swym uwielbieniem dla mody rozpropagowała suknie krynolinowe (gdy spostrzegła, że jest w ciąży, wylansowała modę na bardzo okazałe krynoliny, ukrywające jej ciążowy brzuszek), czy cesarzową Sisi, która mogła poszczycić się niezmiennie wąską talią.

Powodem do dumy Pierwszej Damy Cesarstwa była jej idealna figura. Magazyn History Revue podaje, że Sisi miała w pasie 14 palców, czyli 37 centymetrów. Inne źródła podają 47 cm. Jej talia osy zawstydzała wszystkie kobiety, które wcześniej urodziły dzieci…

*

Tak wyglądała talia cesarzowej

*

Sama bowiem została matką aż cztery razy, zachowując przy tym nienaganną figurę – przy wzroście 1,72 m nigdy nie przekroczyła 50 kg wagi. Waga Sisi spadała czasem do 43,5 kg – w ocenie eksperta były to granice wytrzymałości organizmu i w dzisiejszych czasach musiano by zastosować sztuczne odżywianie.

Figura cesarzowej budziła zachwyt, ale była jednocześnie czymś niezwykłym albo nawet ekscentrycznym. Zwłaszcza, że wiedenki słynęły z zamiłowania do kultywowania tradycji, według której kobieta powinna mieć kobiece (czyli bardzo obfite) kształty… Sisi dążyła do spełnienia jej własnego ideału urody – wiecznej młodości i bardzo szczupłej, wysportowanej sylwetki. Te kryteria są wyznacznikiem piękna XX i XXI wieku, nie zaś XIX. Sisi była więc prekursorką współczesnego ideału kobiecego piękna.

.

*

Sisi prawdopodobnie wyobrażała sobie siebie jako bardzo grubą kobietę – swoje zupełne przeciwieństwo – stąd też jej ciągłe dążenie do zrzucania wagi. Moim zdaniem nigdy w pełni nie zaakceptowała siebie w roli dorosłej kobiety i cesarzowej. Ciąża była dla niej niezmiernie trudnym przeżyciem, dlatego może chciała postrzegać siebie samą jako wiecznie młodą dziewczynę. Współcześni badacze uważają, że mogła cierpieć na pewne zaburzenia psychiczne związane ze swym ciałem, w tym również na anoreksję. Była też osobą skłonną do histerii i nerwic. Bardzo możliwe, że cierpiała na dysmorfobię, która dziś uważana jest za chorobę.

Już w wieku 22 lat urządzała sobie kuracje głodowe. Aby zachować młodzieńczą figurę, oddawała się drakońskim dietom (np. przez kilka tygodni potrafiła pić 6 szklanek mleka dziennie, co stanowiło jej jedyne pożywienie).

Sisi sznuruje swą talię osy tak bardzo, że dostaje duszności i uszkadza sobie żebra. Jednak cel – efekt – uświęcał środki. Podczas wizyty w Wiedniu szach perski z zachwytu, że może zobaczyć cesarzową Sisi na własne oczy, ku konsternacji wszystkich obecnych, objął dłońmi wąską talię cesarzowej, czym obraził dwór i samego cesarza…

*

*

*

Gorset – zapierające dech narzędzie tortur

*

Piękno było okupione olbrzymim cierpieniem. Gorset był zarówno największym sprzymierzeńcem, jak i wrogiem wszystkich dam, żyjących w XIX wieku. Był nieodzowny, ponieważ pięknie modelował sylwetkę i umożliwiał uzyskanie wąskiej talii nawet pulchnym kobietom. Żadna szanująca się dama nie mogła pokazać się publicznie bez gorsetu, dosłownie zapierającego dech w piersiach. Pamiętacie zapewne sceny z „Piratów z Karaibów” (1, 2) i „Przeminęło z wiatrem” (1, 2), zabawnie ilustrujące męczarnie kobiet, zmagających się z gorsetem… 

*

*

Z gorsetu rezygnowano tylko na czas ciąży (chociaż nie zawsze!) i poważnej choroby – na rzecz specjalnej, nieco swobodniejszej kamizelki, nie dającej jednak pełnej swobody.

Od drugiej połowy XIX wieku moda na szczupłą talię staje się wręcz karykaturalna. Kobiety nierzadko uciekają się jednak do optycznych sztuczek – obfity biust (opatrzony specjalnymi powiększającymi poduszeczkami) i szerokie biodra (podkreślone obszerną krynoliną i draperią sukni) sprawiały, że talia wydawała się węższa niż w rzeczywistości. Fotografowie często też retuszowali zdjęcia ich klientek, aby nadać ich talii pożądany rozmiar. Jak widać, ani staniki typu push-up, ani retusz zdjęć, nie są pomysłami ostatnich lat…

Wdech, naciągnięcie, nabranie powietrza. I tak każdego dnia. Gorset dawał się we znaki w każdej czynności, ograniczając swobodę ruchu. Dłuższe gorsety uniemożliwiały siedzenie – kobiety jedynie opierały się o krzesło. Nie można było wziąć głębokiego wdechu, co z kolei powodowało omdlenia. Damy cierpiały na trudności trawienne, wynikające ze ściśnięcia brzucha. Jednym słowem – znienawidzone zło konieczne.

*

*

Już w XIII wieku pojawiają się pierwsze fiszbiny i staniki, a w XIV wieku na modowej scenie po raz pierwszy gości gorset. Od tej pory utrzymał się w modzie przez kolejne wieki, z krótkimi przerwami (jak np. styl empire). Kobiety z wyższych warstw społecznych polubiły wytworną postawę, którą zapewniał im gorset, dlatego szybko stał się nieodłączną częścią ich garderoby. Pierwsze gorsety były wykonane z drewnianych patyków, metalu, wikliny i kości wieloryba (fiszbiny), więc przypominały raczej zbroję niż to, co dzisiaj wyobrażamy sobie pod pojęciem gorsetu.

Nierzadko zdarzały się też wypadki – np. złamana fiszbina poważnie raniła ciało lub nawet doprowadzała do śmierci kobiety… Gorset powodował oczywiście „modną” deformację ciała kobiety – ściśnięcie dolnej partii żeber, ich łamania, a w końcu przesunięcie organów wewnętrznych. Wątroba wędrowała więc do góry i była uciskana przez żebra (do dziś zachowały się preparaty wątroby z wyżłobionymi przez żebra głębokimi śladami), zaś żołądek był ściśnięty na dół…

*

*

Trzeba przy tym dodać, że dziewczęta nosiły gorset już od najmłodszych lat, co niewątpliwie prowadziło do trwałej deformacji ich ciała. Popularne gazety zachęcały kobiety do codziennej gimnastyki w gorsecie. Niektóre kobiety tak bardzo wzięły sobie do serca ówczesną modę, że nawet spały w gorsetach, aby tylko nie stracić idealnej figury. Co gorsza, niektóre z nich nie rezygnowały z gorsetu nawet na czas ciąży, co musiało być tragiczne w skutkach dla mającego się narodzić dziecka…

Od lat 60. cesarzowa Sisi przestaje nosić niewygodną halkę, ponieważ nieprzyjemnie plącze się jej między nogami…  Następczynią starego fasonu sukien była turniura, różniąca się od swej poprzedniczki głównie kształtem i wygodą użytkowania. Pojawiła się ona w latach 60. XIX wieku i wprowadziła do mody prosty przód spódnicy oraz wystający, zaokrąglony tył, mocno uwydatniający pośladki dzięki zastosowaniu specjalnej poduszeczki, którą zakładano pod suknię i umieszczano na lędźwiach damy. Zrezygnowano więc z niewygodnych halek, ale już nie z gorsetu. Ideał kobiecego piękna w drugiej połowie XIX wieku to dama o obfitych kształtach, mogąca się poszczycić pełnym biustem i biodrami, ale… mająca nienaturalnie wąską talię.

*

*

Można sobie tylko wyobrazić katusze tamtych kobiet… Trzeba przy tym wspomnieć, że cesarzowa Sisi dokonywała rzeczy niemożliwych – mając na sobie ciasno zasznurowany gorset – ćwiczyła, uprawiała wyczynową jazdę konną, uprawiała szermierkę, spacerowała w bardzo szybkim tempie… Zadręczała się też drakońskimi dietami. Aż strach pomyśleć, jak bardzo musiała mieć wyniszczony organizm…

*

*

Kobiety miały pasować do ówczesnego ideału piękna, który kojarzono automatycznie z cechami charakteru i moralnością. Warto wspomnieć, że wedle ówczesnych standardów kobieta powinna była być „aniołem domowego ogniska” – podległą mężowi, dobroduszną, kochającą żoną i matką gromadki dzieci. Gorset stał się więc synonimem kontroli nad kobietą – gdyby ta miała ochotę zrezygnować z niewygody, nie tylko przestałaby być postrzegana jako piękna, ale też przypisano by jej negatywne cechy charakteru. A przecież żadna szanująca się dama nie chciała mieć opinii rozpustnej kobiety. Suknie krępowały ich ruchy, uniemożliwiały codzienne czynności, nie wspominając już o uprawianiu sportu… Jednak zwrócono na to uwagę dopiero pod koniec XIX wieku – wraz z narodzinami sufrażyzmu i wzrostem popularności sportu wśród kobiet (głównie jazdy rowerem).

Mężczyzna natomiast zawsze cieszył się pełną swobodą – nie tylko pod względem ubioru, ale też przyzwolenia moralnego na zdradę żony, hazard, czy inne uciechy, z których panowie korzystali nad wyraz chętnie.

A jednak… kobiety w obszernych sukniach wzbudzały przede wszystkim zachwyt i zaciekawienie. Im bardziej okazała kreacja, tym większa szansa na „upolowanie” przyszłego męża… Tak więc, choć kobiety nie miały jeszcze wtedy żadnych praw i traktowano je raczej jako „ozdobę mężczyzn”, to faktycznie miały nad nimi tę przewagę, że mogły ich uwodzić nie tylko urodą i intelektem, ale też suknią. A raczej tym, jak w niej wyglądały. Kwestia mody nie była więc tak błaha, jak nam się teraz może wydawać…*

*

*

Śmierć w męczarniach

*

XIX wieczna epoka zrodziła też pierwsze ofiary mody (ang. fashion victims). I to w zupełnie dosłownym tego słowa znaczeniu…

Zieleń Scheel’a to bardzo popularny w XIX wieku barwnik otrzymany po raz pierwszy przez Carla Wilhelma Scheelego w 1778 roku.  Nazwa chemiczna tego pigmentu to wodoroarsenian(III) miedzi(II)), jest to więc związek na bazie trującego arszeniku… Dawka toksyczna wynosiła minimum 10mg, a śmiertelna wynosiła siedmiokrotnie więcej. Stosowanie pigmentów zawierających arsen było przyczyną wielu zatruć objawiających się m.in. zaburzeniami neurologicznymi, układu pokarmowego i chorobami skóry, a nawet śmiercią.

Zieleń Scheel’a stosowano m.in. do barwienia tapet, dywanów, draperii, zasłon, świec, farb, zabawek dla dzieci, żywności, a także części garderoby kobiecej – sukni i pończoch. Była więc wszechobecna. Akurat w tym przypadku wielowarstwowa bielizna okazała się nad wyraz przydatna – jeśli kobiety przeżywały konfrontację z arszenikiem, to zawdzięczały to temu wszystkiemu, co znajdowało się pod ich suknią (halkom, pantalonom i gorsetowi)… Jednak już w starciu z pończochami nie miały szans – przylegały bowiem bezpośrednio do ich skóry. Na domiar złego miały ciągły kontakt z zabójczym barwnikiem –  niemal w każdym pomieszczeniu domu znajdowały się przedmioty zawierające arszenik…

*

*

Naukowcy upatrują w zabójczym barwniku przyczyny śmierci Napoleona, który nakazał pomalowanie swego pokoju właśnie na kolor zielony. Trzeba bowiem wiedzieć, że kolor ten uchodził wówczas za bardzo modny…

Przy tej okazji warto się zastanowić, czy przypadkiem my sami nie używamy nagminnie produktów zawierających toksyczne substancje (wystarczy wspomnieć chociażby kosmetyki, czy żywność)…

*

*

Można też było postradać życie w bardziej dramatycznych okolicznościach…

Suknie krynolinowe były lekkie, więc chwila nieuwagi mogła poskutkować nie tylko odsłonięciem pantalonów, ale też podpaleniem. Tak obszerną suknię było bardzo ciężko ujarzmić, często nawet damy nie zdawały sobie sprawy, gdzie sięga kraj ich sukni. Odnotowano bardzo liczne przypadki spalenia żywcem, głównie spowodowane niedopałkami papierosów, ogniem z kominka, świec lub lamp. W połowie XIX wieku w Anglii w ciągu zaledwie 10 lat zmarło w ten sposób aż trzy tysiące kobiet. Wśród ofiar najwięcej było aktorek i baletnic, których muślinowe suknie były wyjątkowo łatwopalne. Serię tragicznych śmierci nazwano swego czasu holokaustem balerin. I tym razem moda okazała się zwodnicza – kobiety nie chciały nosić ognioodpornych tkanin, ponieważ uważały je za brzydkie…

*

*

*

XX wiek – czas wyzwolenia

 

Kanon kobiecego piękna ewoluuje i zmienia się w zależności od epoki. Raz przypomina pulchną matronę, innym razem wychudzoną chłopczycę, a jeszcze kiedy indziej – boginię seksu. Zawsze jednak wygląd kobiety, kreowany i propagowany przez media, niesie ze sobą pewną wiadomość – to demonstracja jej pozycji społecznej i roli życiowej. W XIX wieku kobieta była ozdobą mężczyzny, zaś obecne trendy kreują obraz kobiety jako wysportowanej, wykształconej kobiety sukcesu (notabene, atrybuty te były kiedyś przypisywane wyłącznie mężczyznom). O tym, jak trudno go osiągnąć, wiemy chyba wszystkie, ale obecnie nie jesteśmy już zmuszone do podążania za modą. XX i XXI wiek przyniosły kobietom upragnioną wolność również pod względem swobody wyboru ubioru.

*

*

Na początku XX wieku niewygodne gorsety powoli zastępowano wygodniejszymi biustonoszami. Warto przy tym wspomnieć postać Mary Phelps Jacob (1891-1970), właścicielki amerykańskiego salonu krawieckiego. Pewnego razu postanowiła zrezygnować z gorsetu i na bal miała założyła coś w rodzaju prototypu współczesnego stanika – dwie chusteczki zszyte różową wstążką. Okazało się to konieczne, ponieważ gorset nie był w stanie ujarzmić jej dużego biustu. Jej wynalazek zrobił furorę na balu – wiele dziewcząt chciało zrzucić niewygodny gorset na rzecz wygodnego stanika. Zachęcona entuzjazmem rówieśniczek, w 1914 roku jako pierwsza na świecie opatentowała swój wynalazek i pod pseudonimem Caresse Crosby rozpoczęła sprzedaż staników, które nazywano jeszcze wtedy „brassiere”.

*

*

Rok później jej patent odkupuje firma Warner Brothers, która na dobre rozpoczęła produkcję staników na masową skalę. W latach 30. zarobiła na tym interesie miliony dolarów. Kobiety w końcu mogły odetchnąć z ulgą!

Bielizna z epoki cesarzowej Sisi przeszła do lamusa, a jej dzisiejsze odpowiedniki z pewnością zostałyby uznane przez nasze praprababcie za wysoce nieprzyzwoite. Dzisiaj gorsety służą jako tylko modowy dodatek, dodający powabu i pewności siebie. Teraz jednak już bez obaw, że może spowodować omdlenie…

*

 ***

*

Na koniec warto zadać pytanie: dlaczego kobiety żyjące w XIX wieku rujnowały sobie zdrowie, przeżywając katusze w niewygodnych gorsetach? Na pewno obawiały się obmowy sąsiadek i utraty reputacji. Ale nie tylko. Prawdopodobnie bardzo podobały się samym sobie, gdy widziały swoje odbicie w lustrze. Wszak odpowiadało to ówczesnemu ideałowi piękna. A do tego podobały się płci przeciwnej… Podziw dla wąskiej talii najwidoczniej z nawiązką kompensował ich wieloletnie cierpienie.

Czy było warto? Cóż, można zadać to samo pytanie dzisiejszym kobietom, ślepo podążającym za modowymi trendami, chodzącym w niewygodnych butach na niebotycznie wysokich obcasach, poddającym się zabiegom i operacjom plastycznym, aby dorównać współczesnemu ideałowi piękna…

*

Obraz Winterhaltera, przedstawiający cesarzową Eugenię i jej damy dworu

*

Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że za każdym razem, gdy widzimy obrazy przedstawiające damy w krynolinach, czujemy coś w rodzaju nostalgii za minionymi czasami, które już nigdy nie powrócą. Wydaje nam się, że były to sielankowe czasy, których apoteozą były przepiękne krynolinowe suknie… to oczywiście pozory, ale sądzę, że niejedna z nas chciałaby choć raz założyć bajkową suknię rodem z XIX wieku i poczuć się jak prawdziwa księżniczka… Tylko, że wolałybyśmy unowocześnioną wersję z wygodną bielizną i gorsetem, bez dodatku arszeniku, nieprawdaż? Nie wspominając już o przystojnym księciu, choć może niekoniecznie na białym rumaku 🙂

*

Kadr z „Kopciuszka” (2015)

*

***

Za inspirację i materiały do napisania artykułu serdecznie dziękuję Agacie!

Zapraszam również do lektury artykułu o garderobie i sukniach cesarzowej Sisi!

Wszystkie przyszłe Panny Młode, chcące w iście cesarskim stylu oczarować swego Wybranka, zachęcam do przeczytania tego artykułu!

*

*

Źródła: książki biograficzne o rodzinie cesarskiej, wybrane artykuły magazynu History Revue, materiały z wiedeńskiego Muzeum Sisi, portal: ciekawostki historyczne.pl, programy biograficzne stacji ZDF i ORF o cesarzowej Elżbiecie, program BBC „The Hidden Killers of the Victorian House”, wykłady prof. L. Nead nt. mody na przestrzeni wieków.

*

*

Sisi – prekursorka stylu ‚eko’

Cesarzowa Sisi była wielką zwolenniczką wszystkiego, co naturalne. Dotyczyło to nie tylko kosmetyków (m.in. kremów, maseczek, szamponu i kąpieli), ale też dbałości o sylwetkę i diety.
Jak wiadomo, bardzo dbała o swoją figurę – przy wzroście 172 cm jej waga rzadko przekraczała 47-48 kg, mając przy tym zaledwie 47 cm w talii. Cesarzowa miała obsesję na punkcie swojej sylwetki – potęgowaną prawdopodobnie często występującymi opuchliznami ciała – m.in. w obrębie kostek nóg i na twarzy (pojawiących się właśnie na skutek głodówek). Sisi wyobrażała sobie siebie jako bardzo grubą kobietę – swoje zupełne przeciwieństwo – stąd też jej ciągłe dążenie do zrzucania wagi. Być może chciała na zawsze utrzymać figurę dziewczęcą, a nie dorosłej kobiety. Moim zdaniem nigdy w pełni nie zaakceptowała siebie w roli cesarzowej, ciąża była dla niej niesamowicie trudnym przeżyciem, dlatego może chciała widzieć siebie samą jako młodą dziewczynę. Możliwe, że cierpiała na dysmorfobię, która dziś uważana jest za chorobę.

Jedzeniu przypisywała winę za często nękające ją dolegliwości żołądkowo-jelitowe. Unikała więc wspólnych posiłków na dworze, a jeśli musiała w nich uczestniczyć – jadła bardzo niewiele, uciekając w kuracje głodowe, niecodzienną na tamte czasy dietę i mordercze ćwiczenia fizyczne (w tym celu kazała sobie wybudować pałacowe sale gimnastyczne, co wówczas zakrawało na skandal). Jednak nawet mimo jadłowstrętu – zawsze uwielbiała słodycze (zwłaszcza torty, precelki, mrożone fiołki i lody).

Wiadomo, że preferowała odżywianie płynami – m.in. piła sok pomarańczowy, winogronowy, wodę mineraną, wywar mięsny oraz mleko. Nie piła jednak byle jakiego mleka – pochodziło ono bowiem z wybranych przez nią krów, owiec i kóz, pochodzących niemal z całego świata. Rodzina cesarska zleciła bowiem założenie własnego folwarku w Schoenbrunnie w roku 1895 roku (czyli pod koniec życia cesarzowej). Dostarczał on codziennie Cesarskim Wysokościom świeży nabiał (mleko, masło, bitą śmietanę, jajka). Był to niegdyś domek myśliwski, który przebudowano na potrzeby hodowli zwierząt.

Folwark rodziny cesarskiej

Sisi zleciła nawet urządzenie swojego mini-apartamentu w jego wnętrzu, składającego się z przedpokoju, pokoju toalety oraz jadalni. Cesarzowa życzyła sobie, aby serwowano jej jeszcze ciepłe mleko („prosto od krowy”) – a nie było to trudnym zadaniem, ponieważ zwierzęta znajdowały się w położonej niedaleko oborze.

Sisi dała tym samym kolejny dowód swojego umiłowania do tego, co znała w swojej rodzinnej Bawarii – skromnych warunków, swobodnego, wiejskiego stylu życia (z dala od etykiety), miłości do natury i zwierząt. Nie omieszkała przy tym zaakcentować swego zamiłowania do wszystkiego, co węgierskie – jadalnia została bowiem urządzona właśnie w tym stylu (w barwie czerwonej i zdobieniami kwiatowymi), Sisi spożywała zaś posiłki w porcelanowej zastawie z węgierskimi elementami zdobniczymi…

Jadalnia cesarzowej w folwarku Schoenbrunn

Zastawa porcelanowa Sisi w stylu węgierskim

Sisi piła mleko każdego dnia (czasami stanowiło jej jedyne pożywienie w trakcie dnia), dlatego też specjalnie dla niej hodowano krowy różnych ras. Cesarzowa próbowała różnego rodzaju mleka i wybierała to, ktore jej najbardziej smakowało. W jej hodowli znalazły się krowy pochodzące m.in. z Węgier, Włoch, Francji, a nawet Grecji. Picie mleka uczyniła swoim codziennym rytuałem, który celebrowała z niezwykłą dbałością. Podczas każdej podróży miała przy sobie specjalną ampułkę na mleko, którą przewoziła w specjalnej, skórzanej kasetce. Nawet wtedy Sisi nie zapominała o swoich czworonożnych przyjaciołach, które podążały za swoją panią po dalekich krajach w specjalnie przygotowanych pojazdach…

Ampułka, z której Sisi piła mleko podczas podróży

Z folwarku korzystała też cesarska cukiernia. Warto wspomnieć, że cukiernicy zlecali często, aby dostarczono im mleko konkretnej krowy, ponieważ mleko różnych krów różniło się między sobą zawartością tłuszczu. W ten sposób uzyskiwali dokładnie taką jakość wyrobów cukierniczych, jaką zamierzali osiągnąć – a wszystko to, by dogodzić cesarskim podniebieniom…

Komnata cesarzowej w folwarku Schoenbrunn

Jak widać, Sisi była prekursorką nie tylko aktywnego trybu życia (była najlepszą amazonką Europy i doskonałą gimnastyczką), ale też tego, co dzisiaj nazywamy „stylem eko” (lub „bio”). Sisi doskonale wiedziała, co powinna stosować, aby utrzymać nienaganną sylwetkę, pielęgnować urodę, dbając przy tym o zdrowie i… żołądek. Wówczas uchodziło to za ekstrawaganckie, dzisiaj to już norma (a wręcz – moda).