Rozmowa z Romy Schneider

„Kocham ten zawód, jestem stworzona do grania. A kiedy kocham, to kocham całą sobą! Będąc z kimś, oddaję mu się cała – to się nie zmieni! (…) Jestem kobietą. Prawdziwą kobietą. A do tego aktorką! A to niełatwy splot!”

Jest 12 grudnia 1976 roku, Kolonia. Romy ma udzielić wywiadu dziennikarce i feministce, Alice Schwarzer. Rozmowa z Romy ma miejsce późnym wieczorem. Romy i Alice łączy wiele. Poznały się w Paryżu podczas manifestu popierającego legalizację aborcji. Romy poparła tę inicjatywę, czym wywołała wielki skandal w Niemczech. Sissi popiera aborcję – to nie mogło zostać dobrze przyjęte. Powiedziała Schwarzer, że są dwoma najbardziej opluwanymi kobietami w Niemczech – za zdradę Sissi i feminizm. Rozmawiały ze sobą po francusku. Romy ma wówczas 38 lat i w filmach gra femme fatale – równie uwodzicielską, co kruchą. Po 17 latach przerwy kręci film w Niemczech. Romy twierdzi, że prasa jej „nienawidzi” – interesuje ich tylko, ile wypiła i z kim sypia.

Tymczasem Romy opowiada Alice o całym swoim życiu. Kolonia to miasto pierwszych sukcesów i pierwszych rozczarowań Romy. To tutaj zaczynała swoją karierę filmową. Mówi także o „Sissi”. Te filmy miały pomóc zapomnieć o sromotnej klęsce i hańbie II wojny, o zbombardowanych miastach i odpowiedzialności. Romy stała się Sissi – uosobieniem niewinnego szczęścia, dzięki której można było zapomnieć o przeszłości.

Trylogię stworzył koncern UFA, który produkował także filmy nazistowskie. Schwarzer uważa, że „Sissi” to po prostu kontynuacja typowych nazistowskich produkcji. Rodzice Romy grali w takowych filmach i aktywnie popierali system Trzeciej Rzeszy, o czym Romy dowie się dopiero wiele lat po roli w „Sissi”. Magda Schneider była przez swoją nazistowską przeszłość w latach 50. „spalona” jako aktorka. Kojarzono ją tylko z filmem nazistowskim. Ale uciekła się do triku „na córeczkę” – wprawdzie Romy nosi na ekranie nazwisko matki, ale należy do nowego pokolenia nieskażonego przeszłością wojenną. Niewinna Sissi miała wybielić niewygodną młodość matki. Producenci mawiali, że za film z Romy płacili wówczas 50 tysięcy marek, a za pakiet Romy plus Magda 40 tysięcy marek…

Romy i Magda Schneider

Romy ledwie kończy szkołę i w wieku 15 lat zjawia się na planie filmowym i odnosi spektakularny sukces.

„Córka ma wrodzony talent. Wskoczyła od razu na głęboką wodę – pomyślałam, że jeśli umie pływać, to sobie poradzi, a jeśli nie, to ją z tej wody wyciągnę, ale ona popłynęła”

– mówiła Magda Schneider w wywiadzie. Romy szybko dodaje, że jej marzeniem jest rola Christine ze sztuki Schnitzlera. Chce dorównać matce, gdyż ona zagrała tę rolę przed wojną. Już kilka lat później jej marzenie się spełni. Na planie filmowym pozna zaś miłość swego życia, Alaina Delona.

Schwarzer uważa, że Magda traktowała Romy instrumentalnie i bynajmniej nie była opiekuńczą matką. Ojca, Wolfa Albacha, bonvivanta i wiecznego uwodziciela – Romy uwielbiała, mimo, że nie dorósł do roli ojca. Żartował z nią, a nawet flirtował, ale nigdy nie potrafił być ojcem. Opuścił rodzinę, gdy Romy była malutka. Do końca będzie cierpieć z tego powodu. Także i reszta rodziny Romy popierała system III Rzeszy. Również jej babka, aktorka Burgtheater (która też swego czasu na własne oczy widziała prawdziwą cesarzową Elżbietę), Rosa Albach, z którą Romy miała mało kontaktu.

Rodzice Romy Schneider

A Magda Schneider? Według słów Romy, to Magda wybrała dom w Berchtesgaden, ponieważ leżał 2 kilometry od kwatery Hitlera (Berghof). A właśnie w Berchtesgaden wychowała się mała Romy.

Romy w domu rodzinnym

Kto wie, być może nawet brała udział jako małe dziecko w herbatkach u wujka Adolfa, który niemal do końca wojny przyjmował tam gości…

Potem nagle Romy prosi Alice, aby przestała nagrywać ich rozmowę. Schwarzer przekazuje swoimi słowami to, co wtedy podobno usłyszała: Romy miała powiedzieć, że jej matka miała romans z Hitlerem. Schwarzer przypuszcza, że może chodziło o flirt, bliskie kontakty niż sypianie z nim. „Ale to i tak było za wiele” – przyznaje. Na filmie nakręconym przez Ewę Braun widać wyraźnie Magdę Schneider na spotkaniu towarzyskim u Hitlera.

Magda zawsze była oportunistką – w latach 30. popierała aktywnie nazizm, a w 50. – grała rolę przykładnej matrony. Jako małe dziecko, Romy nie jest niczego świadoma, jednak Gdy dowiaduje się o nazistowskiej przeszłości matki, jej stosunek zmienia się. Romy czuje odpowiedzialność swojego narodu – to jej kraj i jej język tak źle kojarzył się milionom ludzi. Gdy wyjdzie za mąż za Harrego Meyena, który jest z pochodzenia Żydem z przeszłością w obozie koncentracyjnym, postanowi nadać swojemu synowi typowo hebrajskie imię – Dawid. A kilka lat później – z podobnych pobudek – nada córce imię Sara. Zagra też w wielu filmach, w których wcieli się w rolę ofiary nazistów.

Romy nienawidzi Kolonii. Wracają wspomnienia – Sissi, nazistowska przeszłość, matka, ojczym…

„Jeśli w twoim ojczystym kraju ktoś wyrządza ci krzywdę, wyjeżdżasz tam, gdzie jest ci dobrze. Nigdy nie zostanę w Niemczech (…) Chcę iść na całość i być wolna. Dzisiaj chcę stanąć w prawdzie. Ileż ja się nakłamałam! Ktoś, kto zaczyna tak wcześnie w tym zawodzie jest skazany na kłamstwo. Gdy masz 14 czy 15 lat i udzielasz wywiadów, nawet nie wiesz, że kłamiesz!”.

Chciała wykrzyczeć swoją historię. Była zbuntowana i miała dużo do powiedzenia. Wspomina, że jej ojczym, Blatzheim, ją molestował. Znów prosi o przerwanie nagrywania rozmowy. Zachowywała się jednocześnie gwiazdą kina i skrzywdzone dziecko. „Kilka razy próbował mnie zaciągnąć do łóżka!” – w końcu krzyczy wściekle Romy, jak gdyby te wydarzenia miały miejsce wczoraj, a nie 20 lat wcześniej. To on towarzyszył Romy podczas bankietów i zarządzał jej majątkiem. Pociągowi do pasierbicy przypisuje się też jego sceny zazdrości o wszystkich partnerów, jakich miała Romy, najbardziej zaś o Delona. To miał być tez powód, dla którego wyjechała z Niemiec. Wielokrotnie musiała zamykać się w łazience, aby przed nim uciec. Czy Magda Schneider o tym wiedziała? Schwarzer sugeruje, że matka jej nie chroniła, być może świadomie podsuwała mu własną córkę. W każdym razie sprzedała swoją córkę branży filmowej – na siłę zrobiła z niej gwiazdę. A czy była świadoma relacji z ojczymem? Romy była młoda, niewinna, nie wiedziała, jak się zachować wobec ojczyma.

Romy i Blatzheim

„O takiej Sissi marzyli wtedy faceci w wieku jej ojca. Taka kobieta jak ona miała w latach 50. ciężkie życie. Jeśli ktoś chce zrozumieć, skąd w niej to pogubienie, skąd ta jej nadwrażliwość, ten musi o tym wiedzieć. Dobrze, że o tym dzisiaj mówimy”.

Za czwartą część „Sissi” oferowano jej okągły milion marek. Ale Sissi nie chciała być już Sissi.

 „Wiedziałam jedno. Po trzeciej Sissi chcę czegoś innego. Albo będę aktorką, albo pójdę sprzedawać kwiaty. Rozumiesz, prawda? (…)

-Nie żałuje pani tego?

-Nie, trzeba patrzeć do przodu. Byłam szczęśliwa, traktowano mnie jak księżniczkę. Miała wszystko oprócz czasu na przemyślenie mojego życia. Nie zastanawiałam się, czy właśnie to chciałabym dalej robić. Czy mam być tą Sissi do pięćdziesiątki?! No nie! W zawodzie aktora to samobójstwo! W ostatnich latach traktowano mnie w Niemczech jak… sama nie wiem… Rozpisywano się o moim życiu prywatnym. (…) Ludzie opluwali mnie. Jak mają reagować ludzie, którzy uważają cię za własność publiczną?”.

W wieku 16 lat w roli Sissi zawojowała Niemcy i Austrię, w wieku 30 – po roli w „Basenie” – podbiła Francję. Schneider rozmawia ze Schwarzer mieszanką języków. Mówi głównie w języku serca – francuskim – zwłaszcza, gdy mówi o trudnych sprawach, wtedy się od nich dystansuje. Przez sześć lat pobytu w Paryżu mówiła głównie po francusku, przychodzi jej to więc naturalnie. Gdy jest zdenerwowana – przechodzi na niemiecki. A czasem wtrąca tez angielskie zwroty. We Francji przyjęto ją z otwartymi ramionami, w Niemczech – opluwano. „Byłam zakochana w Alainie do szaleństwa” – przyznaje.

Za każdym razem, gdy chciała coś zmienić, zmieniała kraj i… mężczyzn. W Niemczech przytłaczała ją matka, krynoliny Sissi, przeszłość. Niemcy poczuli się zdradzeni.  Nie rozumie, dlaczego wylewano na nią pomyje we własnej ojczyźnie. Schwarzer tłumaczy, że niemieccy mężczyźni mają kompleks na punkcie męskości – wypadają blado w porównaniu do Francuzów, którzy uchodzą za najlepszych kochanków. I właśnie taki „galijski kogut” ukradł im ich „niewinną Sissi”. Było czego zazdrościć. Niemcy kochała, to była jej ojczyzna, ale był to też jej wielki życiowy dramat. Ojczyzna, język, poczucie krzywdy, jaka ją tam spotkała.

Romy porównuje się do Elizabeth Taylor – tak jak ona – gdy kocha – chce od razu wyjść za mąż i mieć z tym mężczyzną dzieci. Przypisywano jej niezliczone romanse, również z kobietami. Jej ulubioną aktorką jest Simone Signorete – uważa ją za „piękną wewnętrznie”. Podobno obie panie łączył swego czasu romans. Czy tak faktycznie było, nie da się dziś stwierdzić.

Romy wielokrotnie wspominała o lęku przed starością i przemijającą urodą.

„Czas jest nieubłagany, zwłaszcza dla kobiety, która widzi pewnego dnia, że młodość i uroda przeminęły. I nagle nie ma już niczego i nikogo: ani mężczyzny, ani dziecka, nic. Dla mnie aktorstwo to nie wszystko. Mam jeszcze coś i tego się trzymam”.

W jednym momencie Romy mówi, że nie nakręciła naprawdę dobrego filmu i nie zasługuje na sukces, zagrała tu i tam i jest sławna, ale nic więcej, jednak chwilę później krzyczy, że jest najlepsza w Europie. Taka właśnie była. Pełna sprzeczności. Balansowała między histeryczną radością a bezbrzeżnym smutkiem.  

Tamtej nocy Romy pokazała wiele twarzy. Mówiła wiele, popijając wino i paląc mnóstwo papierosów. Była jednocześnie dumna i przestraszona, władcza i bezwzględna, pogubiona i zbuntowana. Schwarzer tak komentuje ich rozmowę:

„Szukała samej siebie i ja miałam jej w tym znalezieniu siebie pomóc. Była pewna siebie i rozdarta jednocześnie – posłuszna i dominująca – ta mieszanka mogła być trudna dla kogoś, z kim żyła na co dzień. A miała przy tym temperament. Jako aktorka – była bardzo zdyscyplinowana – niczym pruski żołnierz –  i krytyczna wobec siebie – zawsze wiedziała, że mogła była coś zagrać lepiej. Była bardzo niemiecka – pełna sprzeczności, których nie umiała pogodzić, i do tego melancholii, która nadawała jej uroku. Visconti doskonale nazwał tę jej cechę ‘niemiecki spleen’ – i miał rację”.

Romy chciała, by ktoś ją zrozumiał i spojrzał na nią nie przez pryzmat klisz i projekcji. Chciała wykrzyczeć całą prawdę. By zobaczył prawdziwą osobę. Nie gwiazdę kina, Romy Schneider, lecz Rosemarie Albach-Retty.

Na podstawie filmu P. Jeudy „Rozmowa z Romy Schneider” (2018)

Wspomnienia o Romy

Niedawno przeczytałam kilka książek o Romy i pomyślałam, że podzielę się z Wami tym, o czym jeszcze nie pisałam na blogu. Luźnymi wspomnienami o Romy, które związane są z jej rolą w „Sissi”. Jeśli ktoś ma ochotę na więcej – odsyłam do zakładki ROMY.

Christiane Hoellger, przyjaciółka Romy, wspomina:

Miała jednocześnie szczęście i pecha. Stała się idolem, zanim jeszcze mogła dojrzeć do stania się aktorką. Szczęście, bo przyniosło jej to szybko sławę i pieniądze. Ale było w tym też wiele tragizmu, bo była jeszcze dzieckiem. Właściwie nigdy nie pogodziła się ze skutkami, jakie wywołało to, że obwołano ją idolem. Stać się idolem w kraju, w którym kulturę całkowicie zniszczyła dyktatura, w wieku zaledwie piętnastu lat, było bardzo trudne. Próbowano zapomnieć o nazizmie, więc sięgnięto po przykurzoną cesarską koronę.

Trzeba nakreślić tło historyczne. Lata 50., Niemcy i Austria powoli podnoszą się po przegranej wojnie. Führer ich zdradził i zawiódł. Po wojnie chciano widzieć w Romy nową przywódczynię narodu, śliczną, młodą, niewinną, na wpół dziecinną jeszcze księżniczkę, która nie mogła nikomu wyrządzić krzywdy. Mówią o niej „nasza Romy, niemiecka dziewica”. Romy staje się w latach 50. bardzo szybko kimś, kto spełnia najbardziej naglące potrzeby masowej widowni. Chętnie przywoływano czasy monarchii, bo demokracja była wtedy czymś jeszcze zupełnie nowym. Jednak i Romy ich zawiodła. Nie chciała grać Sissi. Wyprowadziła się, by żyć na kocią łapę z Alainem Delonem. Ówczesne pojęcie patriotyzmu musiało być mocno spaczone przez nazizm. Nie tylko nie chciała być już dłużej słodką Sissi, ale też „zdradziła” ich z Francuzem. To było niewybaczalne. Sama Romy nigdy tego nie mogła zrozumieć.

Alice Schwarzer:

Najpóźniej po szoku spowodowanym upadkiem Führera, stosunek Niemców do ich gwiazd i idoli staje się bardzo napięty.

Nie wybaczają im porażek, nie wybaczają sami sobie tego, że kiedyś za nimi szaleli i tym bardziej są później zawzięci. Sissi jest ofiarą niemieckiej Hassliebe (połączenie nienawiści i miłości) do idoli. Słodka Sissi straciła cnotę z galijskim kogutem, symbolem germańskiego kompleksu na punkcie erotycznych podbojów. Na początku Romy nie odnosi sukcesów we Francji, po pięciu latach zostawia ją Delon. A niemiecka publiczność triumfuje – odczuwa typowo niemiecką Schadenfreude (radość z czyjegoś niepowodzenia).

Rosa Albach, babcia Romy ze strony ojca, aktorka Burgtheather, broni wnuczki przed zarzutami prasy, jakoby miała „zdradzić” swój naród wyprowadzką do Paryża. Opowiada na łamach prasy historię swojego dziadka, który również był aktorem i który zaginął w tajemniczych okolicznościach – świadkowie mieli go widzieć na dworcu – kolejny pociąg był relacji Berlin-Paryż. Był zafascynowany Francją i wszystkim, co francuskie. Uznano go za zmarłego, babcia Rosy wyszła za… Francuza. Rosa mówi, że może po prostu życie zatoczyło koło – teraz to Romy mieszka w Paryżu, wnuczka człowieka, który tak kochał Francję. Podsumowuje:

Czy to nie piękne, gdy nasze tęsknoty znajdują spełnienie, nawet jeśli dopiero w kolejnych pokoleniach?

Publiczność widziała to inaczej. A sama Romy tak wtedy wypowiada się o profesji aktorskiej:

To właściwie podły zawód – bycie aktorką. Trzeba całym sercem oddać się roli. A w pewnym momencie tego robić już nie wolno. Stoi się albo siedzi, krzyczy albo płacze, trzeba dać się ponieść, współodczuwać z postacią, jeśli chce się to robić dobrze. Ale trzeba też zachować dystans. Zachować trzeźwy umysł. Wiem, że mogę się wznieść na wyżyny w tym zawodzie. To jak trucizna, którą się połyka, i do której się przyzwyczaja, i którą się jednak przeklina. (…)

Angażuję się równie mocno do każdego filmu. Każdego. C’est tout.

Niemal wszystkie niemieckie filmy z lat 50. były oparte na przedwojennych scenariuszach. Ernst Marischka miał pomysł na „Sissi” wiele lat przed jej nakręceniem. Po sukcesie Romy w roli królowej Wiktorii wiedział, że „Sissi” to będzie strzał w dziesiątkę. Nie pomylił się. Wprawdzie Romy-Sissi nie przypomina wizualnie prawdziwej Sisi, ale czy to ważne? Prawda historyczna i prawda rodem z marzeń nigdy nie jest taka sama. Ważne, że gra Romy spełnia skryte marzenia milionów. I generuje miliony marek.

Romy Schneider & Ernst Marischka

Poza tym publiczność zauważa podobieństwa z losem cesarzowej. Romy przychodzi na świat 101 lat później niż Sisi, jest też w tym samym wieku, co Sisi, gdy gra swoją rolę. Film rozpala zainteresowanie losami prawdziwej cesarzowej – ciekawe, czy by dziś o niej pamiętano, gdyby nie Romy?

Po latach od nakręcenia „Sissi”, podczas wywiadu przyzna nerwowym, niepewnym głosem:

– Ależ ja wcale nie żałuję, że zagrałam Sissi. Wiele zawdzięczam tej roli. Nigdy nie sądziłam, że te filmy  będą dobrze przyjęte we Francji, a w Paryżu okazały się wielkim sukcesem. Dla mnie. W gazetach wciąż piszą kłamstwa, jakobym miała powiedzieć, że żałuję, że zagrałam w tych filmach i nie chcę już o tym mówić ani sobie o tym przypominać, to nie prawda. Wprost przeciwnie. Jestem wdzięczna, bardzo wdzięczna Marischce za ten sukces.

Ale przez wiele lat musiała pani z tym walczyć – wtrąca dziennikarz.

Romy odpowiada nerwowo i gwałtownie:

– Tak, oczywiście! Któregoś dnia ma się dość i chce się wyjść z tej roli. Chce się robić coś innego. Czwarta część Sissi nie wchodziła w grę. Nie chciałam i NIE MOGŁAM jej już grać. Dlatego uciekłam do Francji.

Peter Weck (89) – filmowy Karol Ludwik – był ulubieńcem Marischki, miał dużo scen z Romy, ale niemiecki producent wyciął ich sceny – jego rola nie mogła przyćmić Karlheinza. Peter Weck wspomina:

Marischka był tatuśkiem przy kasie, który umiał inscenizować filmy w wielkim stylu, tak, jak dzisiaj jest to nie do pomyślenia. Podczas, gdy przez cały tydzień padało i my z ekipą siedzieliśmy w Bad Ischl, on grał w salzburskim kasynie jednocześnie przy trzech stołach.

Senta Wengraf (95), hrabina Bellegarde, dama dworu:

Bardzo lubiłam Romy, była kochaną, wesołą dziewczyną, wobec mnie życzliwą i otwartą. Opowiadała mi o swoich miłostkach, o których jej matka nie miała pojęcia. Magda Schneider była zupełnie innym typem, dużo silniejsza, ale też trochę bardziej drobnomieszczańska i od samego początku kariery Romy wywarła bardzo silny wpływ na Romy. Z jednej strony by la z niej bardzo dumna, z drugiej może trochę zazdrosna, bo Romy zrobiła znacznie większą karierę niż matka. (…)

Marischka mógł sobie wyszukać do roli, kogo tylko chciał. Miał dobrą renomę, a Sissi była wielkim projektem, któremu nikt nie odmawiał. Gdy dziś patrzy się na gotowy produkt – film, zauważa się, że wszystko było nastawione na Romy, aby to właśnie ją wynieść na wyżyny. (…)

W scenie, w której Sissi leży chora na tarasie na Maderze, a faktycznie kręciliśmy ją we włoskim Amalfi, moja kwestia trwała 10 minut, jej cały – dzień. Mimo to, Marischka uważał, że Romy wypadnie wiarygodniej, jeśli będzie mówiła do mnie, a nie dublerki, czy kogoś z obsady. A więc stałam w pełnym słońcu cały dzień w wydekoltowanej sukni, aż nabawiłam się poparzenia słonecznego. Trwało to tak długo, aż Romy w końcu nakręciła swoją scenę. Kiedy natomiast ja mówiłam swoją kwestię… Marischka się pożegnał, Romy też. A ja? Mówiłam do pustego krzesła przed sobą.

No cóż, „Sissi” miała promować właśnie Romy, to ona była gwiazdą…

Temat cesarskiego przepychu był na czasie, bo w tych latach ludzie zachwycali się koronacją Elżbiety II (1953) i królewskim ślubem Grace Kelly (1956).

Karlheinz i Romy – jeszcze przed nakręceniem „Sissi” – zostali wybrani na ulubionych aktorów młodego pokolenia. Byli więc skazani na sukces. Karlheinz wcale nie był jednak przekonany do projektu Sissi, nie był pewien, czy powinien zagrać cesarza. Jednak Marischka wywarł na nim bardzo pozytywne wrażenie. Przed podjęciem ostatecznej decyzji chciał jednak koniecznie poznać Romy i Magdę Schneider. Romy wydała mu się bardzo sympatyczna, podobnie jak reżyser, więc ostatecznie się zgodził. Nie przypuszczał, że to ta rola przyniesie mu największą sławę.

W trakcie kręcenia filmu bardzo często pytała go radę:

– Sissi, wywiercisz mi dziurę w brzuchu swoimi pytaniami! – a Romy rozpromieniała się rozbrajająco i z uroczym spojrzeniem mówiła:

– Ty jesteś gwiazdą. A ja tylko raczkującą aktorką.

– Spokojnie, mała, na pewno mnie jeszcze wyprzedzisz. Masz potencjał, by stać się światową gwiazdą.

Karlheinz wspomina także:

Romy została sprzedana przez swoich rodziców jako gwiazda filmowa, była bardzo ambitna i bardzo zdyscyplinowana na swój wiek.

Romy skarży się na bóle karku i głowy – jej peruka waży 6 kg, a do tego cierpi na częste zapalenie spojówek i musi chodzić w obcisłych sukniach w upały późnego lata. Pogoda płata figle, Marischka dodaje nowe sceny, aby całość miała ręce i nogi, kręcenie przeciąga się do listopada, Romy z matką w międzyczasie pozuje do zdjęć dla prasy.

Podczas kolejnej premiery „Sissi”, tym razem w Monachium, Romy przyznaje:

Widziałam film już pięć czy sześć razy i teraz widzę coś, co mi się nie podoba, w prawie każdej scenie. Ciągle znajduję coś, co można było lepiej zrobić.

Karlheinz wspomina:

Gdy wyszliśmy na scenę w monachijskim kinie tuż po premierze „Sissi”, brawa nie miały końca, nigdy czegoś takiego nie przeżyłem jako aktor. Dla mnie przyszło to niespodziewanie. Kręcenie filmu przebiegło gładko, ale nie spodziewałem się takiego sukcesu. Były później kolejne premiery w wielu innych miastach, dostawałem wciąż nowe prośby o autograf. W latach 50. bywały dni, gdy musiałem odpisać na 150 czy 200 listów od fanów, czasem nawet więcej. Tej popularności nigdy wcześniej nie przewidziałem. Zaproponowano mi później drugą część Sissi, którą uważam za zdecydowanie najlepszą z całej trylogii.

A jednak powoli niepokoiło mnie, że moja popularność ograniczała się do Sissi. Wtedy kręciłem rocznie 4-5 filmów, w tym takie, które wcale nie były złe, ale w oczach widzów zachowałem wizerunek cesarza. Odbyłem wiele rozmów z Ernstem, bo jednego nie mogłem pojąć czegoś, co dzisiaj rozumem. Te filmy mają relatywnie niewiele wspólnego z cesarzem i cesarzową, nie są historycznymi dokumentami. Ale te filmy są po prostu fenomenalne. Marischka nakręcił po mistrzowsku filmy rozrywkowe, przy których można się śmiać i płakać – zupełnie się przy tym nie wstydząc – także trzecie pokolenie widzów to czyni. A do tego były obsadzone wysoce wykwalifikowanymi aktorami. Sissi była obsadzona wręcz luksusowo.

Magda Schneider na pytanie o przyczynę sukcesu córki odpowiada:

Ludzie czują, że mają przed sobą stworzenie, które jeszcze dotąd nie zetknęło się z brudem tego świata! Innym siedemnastoletnim aktorkom nie dają wiary, że są niewinne…

Francuskie gazety piszą o Romy „niemiecka Brigitte Bardot”, ale to nietrafne określenie. Romy była zaprzeczeniem tego, co reprezentowała Bardot. Romy reprezentowała niewinność i przyjacielskość. Bardot była seksowna, ale i z całą pewnością nie była niewinna. Chciano, aby Romy była niewinna jak najdłużej. Jej dotychczasowa kariera przebiega bez skandali, wszak znajduje się pod bacznym okiem matki i ojczyma, którzy bardziej niż ona sama dbają o jej image (i kwestie finansowe).

Senta Wengraf wspomina:

Marischka odkrył Johannę Matz i uważał, że skoro urodziła już dziecko, była przez to za stara do roli Sissi. Kobiecie, która już ma dziecko, nie uwierzy nastolatka.

Chyba miał rację. Romy rzeczywiście była bardzo wiarygodna. O dziwo, kwestia macierzyństwa Sissi (i wieku grającej jej Romy) budziła wiele kontrowersji (również Magdy Schneider – Romy miała być za młoda na matkę), niektórzy domagali się nawet, by wycięto sceny z córeczką Sissi w trzeciej części filmu (mimo, że już w drugiej przecież ją urodziła). Marischka obstaje jednak przy swojej wersji – i triumfuje.

Tyrol, lato 1956. Ludzie przyglądają się z zaciekawieniem pracy nad filmem. Romy nie jest do śmiechu – ma na sobie ciasne ubrania – pod długą, sięgającą stóp suknią z lodenu ma pięć halek. Co chwila trzeba coś zaszywać, bo suknia nie nadaje się na górskie wspinaczki. Ciężko jej chodzić w sześciokilogramowej peruce. Gdy o poranku spada niespodziewanie śnieg – od razu zapada decyzja, żeby to wykorzystać w filmie. A że reżyser był zarazem scenarzystą, problemu nie było.

Między  wierszami w filmie przemyca się ówczesną ideologię – Sissi marzy, aby zostać „małą, perfekcyjną gospodynią domową” swego męża.

Romy jest dobroduszna nie tylko na ekranie, ale też po wyjściu ze studia. W trakcie kręcenia filmu na Węgrzech trwa rewolucja. Węgrzy uwielbiają film. W przerwie zdjęciowej filmu „Robinson” Romy spotyka w studiu filmowym zmartwionych sytuacją polityczną Węgrów. Wygłasza zdanie, którego nauczyła się fonetycznie po węgiersku do drugiej części Sissi, ku konsternacji słuchaczy. Jak sama przyznała:

Chciałam z wami porozmawiać trochę po węgiersku, bo zauważyłam, że jesteście smutni.

Romy, Magda i Karlheinz wyjeżdżają na tournée – odwiedzają m.in. Ateny i Madryt. Ludzie szaleli, nieśli ich na rękach, przyjmowano ich jak prawdziwych Habsburgów. W Madrycie stali na balkonie hotelu i machali do zebranych niczym cesarz i cesarzowa. Ludzie zachowywali się jak ich poddani – machali chorągiewkami, klaskali, krzyczeli.

Warto też wspomnieć o innych filmach. Na przykład „Sissi” i „Winnetou” mają ze sobą wiele wspólnego. Ludzie pokochali te filmy za to, że byli w nim ludzie, niewinni, zawsze prawi. Sissi i Winnetou to dwie pokrewne sagi, pocieszające społeczeństwo po traumie wojny. Zarówno Romy Schneider, jak i Pierre Brice zostali zaszufladkowani jako aktorzy „tej roli”.

Marischka miał pomysł na kolejny film w konstelacji Romy-Karlheinz – „Lola Montez” o kochance Ludwika I. Romy odmawia – nie chce wiecznie grać w krynolinach z jednym partnerem. Dość szybko rozpoznaje grożące jej zredukowanie do romantyczno-sentymentalnych filmów i usprawiedliwia się:

Nie mogę dać z siebie więcej, niż pozwala mi na to scenariusz.

Oprócz nagrania anglojęzycznej wersji „Sissi” (pod tytułem „Sissi Forever My Love”), Marischka miał plan, żeby nakręcić angielską wersję historii młodej królowej Wiktorii – w doborowej obsadzie – z Clarkiem Gable i Claudette Colbert (którzy zagrali razem w przedwojennym Oscarowym hicie „Ich noce”). Hollywood jednak nie przyjęło wygórowanych warunków agentów Romy, którzy wymagali, aby z góry znany był scenariusz, reżyser, a prace nad filmem trwały trzy miesiące. Podejrzewam, że Clark Gable miałby zagrać Lorda Melbourna, zważywszy na jego ówczesny wiek. Może to i dobrze, że nie doszło do realizacji, bo nie potrafię sobie wyobrazić tego filmu. Według mnie byłoby to zderzenie dwóch światów i nie mógłby z tego powstać film tak spójny, jak „Sissi”. Krótki pobyt Romy w hollywoodzkim Disneylandzie w 1958 roku okazał się klapą – chciano ją zaangażować do ról niemieckich dziewczynek w bawarskich strojach ludowych… Czyli wracamy do punktu wyjścia. Schneider jednak nie rezygnuje z marzeń.

Romy była przy tym wszystkim doskonale świadoma efektu, jaki wywołuje jej wygląd.

Wiem, że jestem fotogeniczna. Mam to po ojcu. Moją mordką mogę wszystko!

W latach działalności zawodowej Romy, tj. lat 50.-70. XX wieku interesowano się przede wszystkim gwiazdami tj. Brigitte Bardot, Gina Lollobrigida, Sophia Loren, czy Catherine Denevue. Jednak kobiety traktowały je raczej jako rywalki. Romy natomiast sprawiała wrażenie wyrozumiałej, wrażliwej przyjaciółki. Może na tym polegał jej fenomen?

„Królowa kina Romy” – tak pisze o niej niemiecka gazeta w 1956 roku – jako pierwsza niemiecka powojenna aktorka zmusiła do wizyt w kinie maruderów w Szwecji, Norwegii, Finlandii, Francji, Belgii, Hiszpanii i Portugalii. Za to powinna być kolejny raz ukoronowana przez niemiecki przemysł filmowy. „Sissi” była przełomem dla niemieckojęzycznego filmu na rynku światowym – 30 krajów, wysoka oglądalność porównywalna z amerykańskimi hitami.

Romy była przeciwna zarówno drugiej, jak i trzeciej części „Sissi”. O drugiej części dowiedziała się latem 1956 roku, że film jest  zaplanowany. Za każdym razem Romy udaje się jednak przekonać. Jednak nie za czwartym razem. Nawet suma miliona marek nic nie wskórała. Trzeba jeszcze dodać, że wcześniej za Romy i Magdę Schneider filmowcy płacili 40 000 marek, za samą Romy 50 000. Kategorycznie odmawia nakręcenia czwartej części „Sissi”:

Po awanturze zamknęłam się w moim pokoju dziecinnym.

To nie filmy ani losy Elżbiety Bawarskiej uczyniły Romy popularną. To była jej „czystość i naiwność, dziewiczość, dziewczęcość” – przymioty tak podkreślane w czasach nazistowskich. W osobie Romy mamy ucieleśnioną tęsknotę za czymś, co być może nigdy się nie wydarzyło.

Romy precyzuje w wywiadach, że żałuje nie grania Sissi, lecz bycia zredukowaną do Sissi. Przypisano ją do stereotypu roli, którym nie jest i nie chce być w swoim prawdziwym życiu.

Schneider gorzko wspomina czasy po nakręceniu „Sissi”:

Dostawałam wciąż te same oferty, aż miałam ich powyżej uszu.

W latach 70. spekulowano, że mogło dojść do współpracy Romy i Karlheinza z Fassbinderem. Karlheinz nakręcił z nim już wcześniej kilka filmów. Mieliby obydwoje znów wcielić się w role cesarza i cesarzowej w filmie pod roboczym tytułem „Sissi IV”. Niemniej jednak do realizacji nigdy nie doszło. Karlheinz sam przyznał, że współpraca z Romy na ekranie była marzeniem zarówno jego, jak i Fassbindera. Sam Karlheinz też nie mógł do końca zaakceptować tego, że zagrał w „Sissi”. Reżyser powiedział mu kiedyś, aby nie miał kompleksów z powodu swojej roli cesarza:

Przecież zagrałeś w „Sissi”. Czy ten film ci się dzisiaj podoba, czy nie, to zupełnie obojętne. Musisz się przyznawać do każdej sekundy swojego życia – i dopuścić do siebie niezbędną autokrytykę. Kiedy to zrobisz, będziesz się dalej rozwijać.

W 1971 roku Romy otrzymuje propozycję zagrania cesarzowej u Viscontiego. Cieszy się na nową konfrontacją z Sisi i przyznaje:

Zagram tę rolę, charakter tej kobiety, tak naprawdę po raz pierwszy. Visconti jako jedyny sportretował Sisi w sposób odpowiadający prawdzie historycznej.

Film kręcono w Bad Ischl. Romy nosi ciasno zasznurowany gorset, ledwo może nadążyć za swoim małym synkiem, który odwiedza ją w trakcie pracy. Żałuje, że jej rola nie była bardziej rozbudowana w filmie. Nie boi się też przeciwstawić Viscontiemu w wielu kwestiach. Cieszy się, że ma powstać cały film poświęcony Sisi w reżyserii Viscontiego, jednak jego śmierć w 1976 roku niweczy te plany.

Sama Romy umiera kilka lat później. Żyła za szybko. Podwójnie za szybko. Czuła, że jej koniec się zbliża.

Claude Sautet wspomina:

Romy była absolutna. Bardzo absolutna. I bardzo dumna. Przede wszystkim pełna lęków. Miała silną wolę, ale zawsze bała się niezrozumienia. Była mądra – nie była typem inteligentki, ale była mądra tak, jak prości ludzi. To w niej uwielbiałem. A jednak miała w sobie wiele z arystokratki.

Właściwie to Romy przypominała prawdziwą Sisi. Ona też uciekała przed „zwykłym” życiem w Wiedniu, była ciągle w ruchu, ciągle w podróży. Nie miała domu. Romy natomiast rozkwitała na planie filmowym, ale nie potrafiła się odnaleźć w życiu codziennym.

Wydaje mi się, że zupełnie niepotrzebnie odmówiła zagrania w IV części „Sissi” – miała to być już ostatnia część i cały ten szum medialny prawdopodobnie by przycichł, gdyby zgodziła się na tę propozycję. To naturalne, że oczekiwano kontynuacji tej historii. Ale Romy chciała ambitnych filmów.  Trzeba jednak wspomnieć, że jeszcze w latach 50. zagrała w kilku filmach bardzo podobnych do „Sissi”, które nawet w połowie nie były tak dobrze wykonane, jak „Sissi”, nigdy też nie osiągnęły tej samej popularności (jak chociażby „Katja” z 1959 r.). W końcu dopięła swego – we Francji, ale dopiero dziesięć lat po „rzuceniu Sissi”. Szkoda, że przez całe życie cierpiała przez tę rolę. Może zupełnie niepotrzebnie. 

Może uciekała od prawdziwego życia, w którym nie ma napisanego scenariusza, według którego można żyć, gdzie zawsze można zagrać dany epizod jeszcze raz, gdzie zna się skutki swoich działań i wie się, czy nastąpi szczęśliwe zakończenie. A może świadomie dążyła do swojej śmierci, jak twierdzą niektórzy jej przyjaciele. W końcu wiedziała doskonale, że po operacji usunięcia nerki nie wolno jej było pić alkoholu ani nadużywać leków. Któż to może wiedzieć? Po jej śmierci pisano, że Sissi pękło serce. Może tak istotnie było…

***

Na podstawie:

Micheler Detlef „Fragen Sie mich nicht, wie einsam ich bin. Romy Schneider. Eine europäische Schauspielerin”.

Günter Krenn „Romy Schneider. Biografie”.

„Trzy dni w Quiberon” – recenzja

Wreszcie! Nowy wpis i to od razu na początku Nowego Roku, a w dodatku o filmie o Romy Schneider, na który od dawna czekałam z utęsknieniem.

„Trzy dni w Quiberon” (2018)

Film „Trzy dni w Quiberon” owiany jest aurą tajemniczości i skandalu. Córka Romy Schneider, Sarah Biasini, zdecydowanie odcina się od tej produkcji i twierdzi, że film przedstawia nieprawdziwy obraz jej matki. Nie mnie to oceniać, bo nie jestem w stanie stwierdzić, czy akcja przedstawiona na filmie odpowiada rzeczywistości. W moim przekonaniu film ten w żaden sposób nie szkaluje Romy Schneider.

Akcja dzieje się na początku lat 80., gdy Romy udaje się do luksusowego kurortu w Quiberon, gdzie ma przejść kurację odnowy biologicznej. Mówiąc bardziej precyzyjnie, chodzi o ścisłą dietę i odwyk od alkoholu, tabletek i papierosów. Niestety Romy, jak to Romy, długo w tym postanowieniu nie wytrwała. Zaprosiła do siebie swoją przyjaciółkę z lat dzieciństwa. Nieoczekiwanie postanawia udzielić wywiadu – i zaprasza również zaprzyjaźnionego fotografa i dziennikarza „Stern”, M. Juergsa, który po latach wyda znaną w Polsce biografię Romy „Zawiedzione marzenia”. To niezwykła sytuacja, ponieważ Romy (w przeciwieństwie do własnej matki) stroni od prasy i zaciekle broni swojej prywatności. Tym razem jednak udziela bardzo szczerego wywiadu. Rozprawia się w nim z „Sissi” i niechęcią niemieckiej publiczności.

Film ukazuje Romy, jaką znam z jej licznych biografii książkowych i filmowych. Romy, jaką wspominają jej przyjaciele. Kruchą, zdesperowaną, oscylującą między beztroską dziecięcą radością a bezbrzeżnym smutkiem, pełną lęków i niepewności o przyszłość. Potrafiącą żyć chwilą podczas beztroskich spotkań z innymi, a jednocześnie niepotrafiącą poradzić sobie z szarą rzeczywistością. Otwartą na kontakt z obcymi ludźmi, a jednocześnie bojąca się rozmowy telefonicznej z własnym synem. Romy pełną skrajności. Kruchą. Podczas oglądania filmu chciałoby się ją po prostu przytulić. Jest pokazana z empatią i życzliwością, dlatego nie zgadzam się z zarzutem, jakoby ten film miał szkalować Romy. Ona sama wyraziła zgodę na wywiad i zdjęcia, które bynajmniej nie pokazują wymalowanej, wystrojonej gwiazdy filmowej, a zmęczoną życiem kobietę bez grama makijażu, w której oczach widać na przemian dziką radość albo ogromne cierpienie.

Jest dokładnie taka, jak reżyser Jacques Ruffio opisał na jej własnym pogrzebie:

Instynkt popychał ją do zachowań ekstremalnych. Była raz płomieniem, raz lodem, była mądra i głupia, wspaniałomyślna i wyrachowana, skłonna do kompromisów i nieprzejednana, radosna i pełna lęków. Nosząc w sobie tyle sprzeczności, miała wszelkie predyspozycje, aby wcielać się na ekranie w najróżniejsze postacie. Nie miała natomiast niczego, co kobiecie potrzebne do spokojnego życia, za którym tak bardzo tęskniła…

Marie Bäumer genialnie wcieliła się w Romy Schneider. Jak sama przyznała w wywiadzie, od lat odmawiała zagrania Romy, chociaż wizualnie bardzo ją przypomina. W końcu jednak się zgodziła. Cudownie naśladuje sposób bycia Romy – jej głos, mimikę, sposób mówienia. I robi to zupełnie naturalnie, bez wymuszenia.

Mówiąc krótko: cieszę się, że ten film powstał. Epizod z rybakiem, który zapytał ją, czy jest Sissi, na co ona odpowiedziała: „Nie, nazywam się Romy Schneider”, a z którym potem śmiała się i tańczyła do muzyki Beatlesów, mogłam wreszcie zobaczyć na ekranie. Wcześniej jedynie czytałam o nim w książce Juergsa (który oczywiście towarzyszył Romy w tej nocnej eskapadzie).

Film jest doskonale zrobiony pod względem wizualnym, nie można od niego oderwać wzroku. Dla niektórych może być zaskakujące, że film jest czarno-biały, ale to zapewne dlatego, że zdjęcia autorstwa Lebecka są właśnie w czerni i bieli, a więc podczas oglądania filmu ma się przed oczami dokładne ujęcia oryginalnych zdjęć z tamtego czasu. Gra aktorska na najwyższym poziomie.

Uważam, że film jest zbieżny z filmową autobiografią, jaki przedstawiono w filmie z 1967 roku („Portrait eines Gesichts”), w którym Romy udzieliła wywiadu rzeki o swoim życiu zawodowym. Już wtedy Romy sprawiała wrażenie rozchwianej, kruchej, niepewnej, zmęczonej życiem mimo młodego wieku. Ten obraz również przedstawiono w czerni i bieli. Dobrym pomysłem byłoby obejrzenie jednego za drugim.

Warto też wspomnieć o filmie „Romy” z 2009 roku, który chyba jeszcze nie został wyemitowany z Polsce. Jessika Schwarz również przekonująco wcieliła się w rolę Romy. Z tym, że film ten ukazuje całe życie aktorki, a „Trzy dni w Quiberon” przedstawiono tylko krótki epizod pod koniec jej życia.

Podsumowując, film jest gratką dla fanów Romy Schneider. Tak, jest smutny, ale to chyba nie jest nowością dla osób, które znają jej biografię. Dla osób postronnych być może będzie nudnym dwugodzinnym seansem. Mimo wszystko bardzo polecam!

Marie Bäumer jako Romy Schneider (2018)

Uwaga!

Jeśli będziesz 18 stycznia w Warszawie, to nie może Cię zabraknąć na Tygodniu Niemieckiego Kina! Reżyserka „3 dni w Quiberon”, Emily Atef, będzie gościem głównym uroczystego otwarcia tegorocznej warszawskiej edycji Tygodnia Filmu Niemieckiego, podczas którego obejrzymy jej najnowszy film „3 dni w Quiberon“. 
Urodzona w 1973 w Berlinie Zachodnim francusko-irańska reżyserka od dziecka zmieniała miejsce zamieszkania – Los Angeles, Francja, Londyn – by osiąść w Berlinie, gdzie w 2008 roku ukończyła Niemiecką Akademię Filmową i Telewizyjną. Nie będzie to zresztą jej pierwsza wizyta w Polsce – swój pełnometrażowy debiut (wielokrotnie nagradzany „Droga Molly“) nakręciła w Wałbrzychu i nie ukrywa, że inspiruje ją polskie kino. 


📍 Kino Muranów
📆 18.01. (piątek), godz. 20:00
🎫 bilety w kasie kina lub na stronie ➡ bit.ly/2RF9qE6

Romy, cesarzowa ludzkich serc – cz. III

„Rosemarie Albach była wybitną aktorką, i była też, co w tej branży rzadkie, kobietą bardzo inteligentną, a także wrażliwą – niestety w młodości nie miała nikogo, kto by powiedział, jak ma się z tymi darami obchodzić”

Heinrich Senfft, adwokat

 .

.

W połowie lat 70. publiczność znowu szturmuje kina z powodu cesarzowej Elżbiety. Trylogia z Romy Schneider jest bowiem powtórnie wyświetlana z okazji swego jubileuszu 20-lecia. Magda Schneider zdradza prasie, że nawet sama Romy była na jednym seansie, i że filmy bardzo jej się podobają. Trudno powiedzieć, czy była to prawda. Jednak Magda zastanawia się przy tym, czy gdyby jej córka nie zagrała cesarzowej, może jej życie potoczyłoby się zupełnie inaczej…

.

.[image.toutlecine.com]

.

Reżyser trylogii uważał, że odżegnywanie się od filmów, które odniosły tak wielki sukces, jest błędem, gdyż „publiczność będzie to miała za złe, a widz nie chce wyjść na głupka, nie chce słyszeć, że sama Romy uważa je za marne filmy, które tak bardzo podobały się w kraju i za granicą”. Te słowa Marischki okazały się prorocze. Schneider często mówi o swojej roli, jak gdyby mówiła o kimś innym, często unika tematu.

Aż do 1972 roku, kiedy jej ulubiony reżyser, Visconti, proponuje jej rolę Elżbiety w „Ludwiku”, filmie, który miał ukazać, „jak wrażliwy człowiek zostaje złamany przez otaczający go świat”..

.

.[tumblr.com]

..

Podczas pracy na planie wśród gapiów znajduje się kilka starszych pań, które dopytują się niecierpliwie: „Kiedy wreszcie przyjdzie Sissi?! Chciałabym ją zobaczyć, my wszystkie na to czekamy!”. Tymczasem tuż obok nich przechodzi kobieta w modnym spodnium i dużym, czarnym kapeluszu – nierozpoznana przez swoich fanów Romy Schneider. Ale to przecież nie na nią czekali, tylko na ich Sissi…

.„Pomiędzy SISSI a moją obecną rolą nie ma najmniejszego podobieństwa. Tamta SISSI była ucieleśnieniem młodziutkiego, głupiutkiego dziewczątka. Natomiast cesarzowa Elżbieta to dojrzała kobieta. Po raz pierwszy będę mogła naprawdę zagrać tę rolę, oddać charakter tej postaci”wyznała w wywiadzie.

..

.[s-media-cache-ak0.pinimg.com]

.

.

Podczas kręcenia filmu w Bad Ischl młody członek rodziny Habsburgów przyznaje, ku konsternacji Romy, że naprawdę przypomina prawdziwą cesarzową. Uwaga miała wprawdzie wyrazić podziw, jednak Romy czuje się zaniepokojona. Być może przypomniały się jej słowa cyganki „los Sisi będzie twoim losem!”. W każdym razie od dłuższego czasu rozważała razem z Viscontim, jak zagrać tę rolę. Prawdziwa cesarzowa „świadomie dążyła prosto w przepaść, z samotności popadła w podróżowanie, a swoje uczucia skrywała pod maską udawanego chłodu”.

Visconti powie później, że kreacja cesarzowej w „Ludwiku” dokładnie odpowiada jego wyobrażeniom o Sisi. Reżyser, znany z nieco sadystycznego podejścia do aktorów, zmusza Romy do jazdy konnej w ciasno zasznurowanym gorsecie (aby jej talia miała równo 50 cm, czyli zaledwie 3 cm mniej niż historycznej cesarzowej) i ciężkiej peruce, a gdy próby go nie zadowalają, domaga się powtórki sceny. W końcu koń galopuje prosto na reflektory, zaś Romy upada, co kończy się dla niej lekkimi potłuczeniami..

.

.[pinimg.com].

.

Jednak rola Schneider jest zmarginalizowana w tym filmie – nie jest w stanie „zatuszować” jej poprzedniej kreacji młodziutkiej księżniczki. Schneider ma nadzieję, że z Viscontim nakręcą kolejny film, poświęcony wyłącznie austriackiej cesarzowej, jednak do realizacji projektu nigdy nie dojdzie.

Więcej o roli Romy w „Ludwiku” przeczytacie w tym artykule.

..

Sissi „prześladowała” Schneider aż do końca życia. W 1981 roku w klinice Quiberon zaczepia ją starszy mężczyzna, który pyta „Czy to Pani jest Sissi?”. Kiedyś zaczęłaby głośno się oburzać, że przecież nie jest Sissi, tylko Romy Schneider. Ale nie tym razem. Przytaknęła i przyjęła jego zaproszenie do tańca. Po raz ostatni odegrała swą rolę królowej serc.

..

.[pinterest.com].

.

29 maja tego samego roku, jedenaście miesięcy po tragicznej śmierci jej syna, Romy umiera w wieku zaledwie 43 lat. Dokładnie tego samego dnia w 2014 roku odejdzie jej filmowy partner z trylogii „Sissi”, Karlheinz Böhm.

.

„(…) Serce odmówiło jej posłuszeństwa z nadmiaru cierpienia, nieszczęścia i tabletek. Nasennych, na pobudzenie, na odchudzanie itd. Na ekranie i scenie była niezrównana, ale w życiu osobistym stoczyła wiele walk, wiele wycierpiała. Kochała życie tak bardzo, że to właśnie ono ją zabiło” – opowiada Brialy.

„Jej śmierć była dla mnie szokiem. Rozmawiałem z nią przez telefon poprzedniej nocy! Pojechałem od razu do jej mieszkania. Ujrzałem młodą, przepiękną, śpiącą kobietę, która się uśmiechała. Miało się ochotę wziąć ją w ramiona i tańczyć z nią, i powiedzieć jej: Zostań jeszcze przez chwilę…! Później do pokoju wszedł Delon. Twarz miał mokrą od łez, wziął mnie za rękę, płakał. Po pięciu minutach usłyszałem przeraźliwe słowa: „Zostaw nas, zostaw nas samych, ją i mnie. Nie masz tu nic do roboty”. Chciał być znów sam na sam ze swoją Puppelle [Laleczką – jak Romy nazywał Alain]”.

.

.[artblart.files.wordpress.com]

.

Terzian, przyjaciel Delona, opowiedział o tym poruszającym wydarzeniu w sposób następujący:

„Alain wszedł, ukląkł. Pocałował Romy i nad jej martwym ciałem, spoczywającym na marach, pięknym jak nigdy jeszcze, wybuchnął płaczem… Gdzieś głęboko w środku czułem, że to epitafium najbardziej bajkowej historii w dziejach francuskiego kina, że przed moimi oczami napisano ostatnie zdanie. I to uczucie, ten nagły zwrot, koniec pewnej epoki”.

.

„Nigdy jej nie zapomniałem – i nigdy nie zapomnę. Jest cały czas obecna w moim życiu (…) Bez niej nie byłbym nawet cieniem mężczyzny i aktora, którym jestem” – powiedział później Delon.

.

W 2007 roku na festiwalu w Cannes oddaje jej cześć w 25. rocznicę jej śmierci, a w 2008 roku dedykuje jej nagrodę filmową Cezara.

„Poproszono mnie o przekazanie jej honorowego Cezara. Dlaczego się zgodziłem? Bo w tym roku miałabyś 70 lat i tak strasznie mi Ciebie brakuje. Bo byliśmy zaręczeni przez 50 laty, bo przed 40 pływaliśmy razem w „Basenie”, bo kochaliśmy się, bo byliśmy razem szczęśliwi – i nieszczęśliwi, kiedy odszedł od nas twój syn. Bo to byłaś ty, bo to byłem ja. Tego wieczoru chciałbym Państwa prosić o rzecz prostą, ale symboliczną, byście wstali i razem ze mną uczcili aplauzem jej 70-lecie. … Dla Ciebie, moja Puppele, dla Ciebie, moja miłości!”.

.

Po latach wyznał także: „Wszyscy do dzisiaj obwiniają mnie o zmarnowanie jej życia, chociaż ja uważam całkiem inaczej. Odszedłem od niej, ponieważ zrozumiałem, że od początku nie byliśmy dla siebie stworzeni. Gdy niespodziewanie odeszła w maju 1982 wszyscy mnie obwiniali  za jej śmierć. Mnie, bo 25 lat wcześniej zostałem wybrany na jej partnera w >>Christine<<..

.

.[tumblr.com]

.

Wiele lat po śmierci Romy, Alain przyzna, że żałuje, że nie ożenił się z nią. Jednak zaraz potem dodaje: „Lecz czy to by zmieniło jej los?”. Wielokrotnie określał ją „swoją jedyną, prawdziwą miłością”, co można rozumieć dosłownie lub jako ostatni hołd złożonej zmarłej. Nie ukrywał też, że boli go myśl, że wystarczyło poślubić Romy, aby uczynić ją szczęśliwą. Jednak należy wątpić, czy dzięki temu związek by przetrwał dłużej.

„Wiem, że moja miłość do Romy wiązała się z bezgranicznym podziwem, nie dla aktorki, tylko dla kobiety. Romy to dla mnie idealna kobieta”. Po jej śmierci powiedział, że była „promienna, olśniewająca, pełna blasku”..

.

.[static.est.hu]

...

„Najważniejszym mężczyzną w moim życiu był i jest Alain Delon” – w ten sposób można ująć historię amour fou, szalonej miłości, która z biegiem lat przekształciła się w tendre amitie, czułą przyjaźń. Ze wspólnych lat zachowało się tylko to, co najpiękniejsze i najlepsze.

„Kiedy go potrzebuję, zawsze wyciąga do mnie pomocną dłoń. Alain jest jedynym człowiekiem, na którego mogę liczyć. Pomógłby mi w każdej chwili. (…) Ta przyjaźń to zapewne więcej niż tamta miłość” – mówiła Schneider, która straciła ukochanego, ale zyskała prawdziwego przyjaciela. „Alain uczynił mnie kobietą. Przed nim nie było nic. Potem mnie opuścił, zadał mi wielki ból, ale przez to dojrzałam. Wszystko inne się nie liczy. Alain był w moim życiu decydującą osobą, nadał mojemu życiu nowy kierunek”.

..

.[tumblr.com]

.

Wszystkie górnolotne określenia tej miłości, jak chociażby „mit erotyczny”, „historia dwojga wiecznych narzeczonych”, czy „największy romans stulecia”, kryją w sobie superlatywy, przerysowania i niebezpieczeństwo. Już dawno fakty wymieszały się z legendami i tak naprawdę nie wiadomo, co w tym wszystkim było prawdziwe. Pewnym jest jedno – Delon był z pewnością najważniejszym mężczyzną życia Romy Schneider.

.

Romy i Alain na planie filmu „Basen” (1969).R

[codenoir-style.com]

.

.Francuska gazeta „La Parisien” wybrała w 1999 roku Romy Schneider najlepszą aktorką XX wieku. Dla Francuzów była uosobieniem piękna, wrażliwości, zmysłowości, a nade wszystko tego, co tak bardzo cenią – emocji.

Podziwiała takie aktorki jak Katherine Hepburn, Ingrid Bergman, czy Annę Magnani. Była przekonana, że nigdy nie osiągnie ich poziomu gry aktorskiej. A przecież była piękna, było w niej coś istotnego i bardzo poruszającego” – mówi Brialy. Ona odżywiała się swoim cierpieniem – zapewne nieświadomie. Przenosiła to na swoje role. Reżyserowie dawali jej właśnie takie a nie inne role, ponieważ miała w sobie coś z tragizmu. A jednak wcale nie miała ochoty być nieszczęśliwa w życiu prywatnym”.

Wieloletnia przyjaciółka Romy, Christiane Hoellger, przyznała, że Schneider potrafiła wcielać się przekonująco w tak wiele postaci, lecz do jednej nie była nigdy do końca przekonana: do roli siebie samej..

.

.[tumblr.com]

.

.

Romy Schneider pozwolono zabrać ze sobą jej ostatnią tajemnicę do grobu – nie wiadomo dokładnie, jaka była przyczyna jej śmierci. Urzędnik nie zlecił sekcji zwłok, gdyż, jak to ujął prokurator „nie mógłby wysłać Sissi do instytucji patologii i położyć kres mitowi”. Tym razem Romy nie mogła się już oburzać, że przecież nie jest Sissi…

Tak już chyba musiało być. Królowe serc mogą umrzeć tylko z powodu złamanego serca…

Na podstawie:

Die Königin der Schmerzen, DER SPIEGEL 21/2007

G. Krenn: „Romy i Alain – szalona miłość”, Świat Książki, 2015

.

 

.***

Ogromnie miło mi poinformować, że mój artykuł o Romy ukazał się również w wersji angielskiej, a także został przetłumaczony na język węgierski i opublikowany w prestiżowym Magazynie TUMAG!

Romy, cesarzowa ludzkich serc – cz. II

„W miłości chcemy dostać wszystko od jednego mężczyzny. A to niemożliwe!”

Romy Schneider

.

Publiczność wyczekiwała tego jedynego u boku ich pięknej księżniczki. Gdy okazało się, że ma nim być „ten galijski kogut”, Alain Delon, Niemcy stali się chorobliwie zazdrośni. Dlaczego nie wybrała kogoś z kraju niemieckojęzycznego? Dlaczego akurat Francuza? To on uwiódł ich słodką Sissi!

.

[pinterest.com].

...

Przyjaciel pary, Jean-Claude Brialy, zaprzecza temu stwierdzeniu – według niego „byli w sobie bardzo, bardzo zakochani”. Chociaż Romy nie znała dobrze francuskiego, a Delon po niemiecku potrafił jedynie wydukać „Ich liebe dich” („Kocham Cię”), to nie przeszkodziło to przyszłym „kochankom Europy”. „Miłość nie potrzebuje przecież słów! Rozmawiali ze sobą jakąś cudaczną mieszanką języków i nie potrzebowali mnie, by sobie coś wytłumaczyć” – skomentował Brialy.

..

.[vev.ru]

...

„Ten okropny typ jest tak strasznie miły!” – miała wykrzyknąć Romy podczas kręcenia „Christine” w 1958 roku. Brialy dodaje: „On był łobuzem, a ona córeczką z drobnomieszczańskiego domu. Nie pasowali do siebie pod względem osobowości. Jednak ona była dość zafascynowana chłopakiem, który cieszył się taką swobodą”. Dla Alaina Romy była „blond gąską”, dla Romy on zaś – nieokrzesanym dzikusem. Romy nie rozumiała i nie tolerowała nonszalanckiego podejścia Delona do pracy. Atmosfera na planie była napięta…

Pewnego razu Romy wraz z Alainem i kolegą z planu wybrali się na kolację, podczas której… tańczyła z Alainem walca wiedeńskiego z „Sissi”! Magda Schneider od razu spostrzegła, że tych dwoje coś łączy. Sądziła, że był to kolejny filmowy, niewinny romansik kochliwej córki. Tym razem jednak miało być zupełnie inaczej.

Dopiero podczas wspólnej podróży na bal filmowców w Brukseli oboje zakochują się w sobie do szaleństwa. Tych trzysta kilometrów, które przebyli razem w pociągu, zmieniło wszystko. Często zadawali sobie potem pytanie, kto pierwszy się zakochał, i odpowiadali sobie: „Ani ty, ani ja! Oboje jednocześnie!”. Co do tego byli zgodni. Gdy kręcono sceny do filmu w rodzinnym Wiedniu, para była już oficjalnie razem.

..

.[pinterest.com]

.

„Ona była wielką miłością mojego życia, pierwszą, cudowną miłością. Czegoś takiego się nie zapomina! Wiedziałem, że po niej nic nie będzie takie, jak wcześniej!” – wyznał Delon. To, z czego początkowo się śmieje, potem najbardziej go w niej urzeka – niewinność, otwartość, jej uroda i zniewalający uśmiech. Po zakończeniu zdjęć Romy decyduje się zamieszkać z Delonem. Wbrew woli rodziny, Austrii i Niemiec, wyjeżdża do Paryża. Jest osamotniona, ale szczęśliwa. Przynajmniej na początku….

Wyprowadzka do Paryża natychmiast wywołała skandal pod hasłem: „Jak taki Francuzik, taki typ, śmiał uwieść naszą Sissi!”. Pewna dziewczyna boleje nad tym, że Romy w nowych filmach straciła swoje piękne włosy – „Teraz w dodatku obcięli naszej Sissi piękne włosy!”. Próby przekonania dziewczyny, że była to peruka, a widoczne w nowych filmach włosy są prawdziwymi włosami Romy, nie przyniosły rezultatu. Można to potraktować jaki metaforę tego, jak ówczesne społeczeństwo postrzegało Romy i jej rolę w „Sissi”.

..

.[tumblr.com]

.

Tymczasem trylogia święci tryumfy na festiwalach filmowych, a producenci zabawek zacierają ręce na nadchodzące zamówienia laleczek „Sissi”. Kicz w czystej postaci. Jednak pamiętajmy, że lata powojenne rządziły się swoimi prawami – ludzie byli stęsknieni starych, dobrych czasów. A odnaleźli je w upersonifikowanej formie właśnie w Romy.

A jednak na liście ulubieńców Romy spada z pierwszego na dwudzieste miejsce. Problemy zaczęły się, gdy fałszywi doradcy wmówili jej, która odniosła sukces w rolach niewinnych dziewczątek, że ma też seksapil, że powinna grać frywolne role na granicy przyzwoitości i że ma „uosabiać styl bohemy między Berlinem a Paryżem”. Romy zapewne radośnie przyjęła te słowa, ponieważ chciała wyzwolić się z ciasnego gorsetu cesarzowej.

Jednak ta strategia okazała się mylna. Niemiecka publiczność domaga się powrotu „Sissi”, natomiast we Francji nikt jej nie rozpoznaje – tam jeszcze nie jest gwiazdą. Nie jest już „cud bożyszczem” z czasów trylogii. Podczas, gdy Alain staje się europejską gwiazdą, ona jest tylko jego partnerką, której się raczej współczuje upadku kariery. Sama przyznaje, że „pracowałaby i za dziesięć marek, gdyby tylko jakiś reżyser zaoferował jej dobry materiał na film”. Szuka aktorskich wyzwań, jej ambicja rośnie wprost proporcjonalnie do frustracji, jaką przeżywa od momentu chęci uwolnienia się od „Sissi”..

.

..

W „Pięknej Kłamczusze” (1959) gra gorseciarkę „w kostiumie Sissi” – dla widza oczywiste były formalne podobieństwa do słynnej trylogii – znów Wiedeń, Schönbrunn, znów walc wiedeński w ramionach władcy (tym razem cara Rosji)… Film do tego stopnia kojarzył się z piękną trylogią, że dla potrzeb marketingowych wersja włoska filmu nosiła tytuł… „Sissi – ulubienica cara”, przeciw czemu Ernst Marischka od razu zaprotestował. Choć akcja filmu rozgrywa się w 1815 roku, a Romy jest tym razem blondynką, jej dekolt dużo śmielszy, a jej język bardziej cięty niż w „Sissi”, to i film ten nie spełnił pokładanych w nim nadziei.

Nawet sam Marischka nie chce jej już angażować. Sądzę, że Romy straciła już ten delikatny pyłek, który predestynował ją do takich ról” – stwierdził..

.

.Romy Schneider w filmie „Piękna Kłamczucha” (1959)

.

Co prawda Romy nie gra w „Katji” (1959) cesarzowej, ale kochankę cara, to przynajmniej obfita peruka oraz krynoliny przypominają jej stare dobre czasy „Sissi”. Romy jest znów „prawie” cesarzową, co z radością odnotowują niemieckie media. Zresztą niemiecki tytuł tego filmu brzmi w wolnym tłumaczeniu: „Katja, cesarzowa bez korony”. Schneider cieszyła się ze swojego angażu w tym filmie, jednak czuła, że czas już pożegnać się z podobnymi rolami. Oznaczało to konieczność zrobienia sobie przerwy, ponieważ inne propozycje wówczas nie nadchodziły…

..

.

Walc wiedeński z filmowym partnerem, Curdem Jürgensem

..

Marzenia Romy o „tym jedynym” także prysły dość szybko. Jej związek z Alainem był „wolny”, tzn. oboje romansowali na boku, pozostając oficjalnie razem. Romy trudno przychodziło pogodzenie się z faktem, że jest zdradzana, ale znosiła to dzielnie przez pięć lat, wciąż marząc o ślubie z ukochanym. Ten jednak zdecydował się odejść do nowej partnerki, o czym poinformował Romy zdawkowo, zostawiając jej jednozdaniowy liścik i bukiet kwiatów w ich paryskim mieszkaniu… Zrozpaczona Romy próbowała nawet popełnić samobójstwo.

..

.

.

Daniela Sannwald, kuratorka wystawy poświęconej Romy, wypowiedziała się o szalonej miłości Schneider i Delona w sposób następujący: „Sądzę, że tu mniej chodzi o przeszłość niż o niespełnienie wielkiej, jedynej miłości. Myślimy wszyscy, że Romy przez całe swoje życie nikogo nie kochała tak, jak Alaina Delona, a tymczasem on – jak się wydaje – był we wszystkim innym godny zaufania i lojalny. Poza miłością. A niespełnione wielkie miłości, połączone z cierpieniem i rezygnacją, to przecież melodramaty” – tak bardzo uwielbiane przez romantyków.

..

.[tumblr.com]

.

Wracając do trylogii „Sissi”, należy wspomnieć, że jeszcze przed rozstaniem z Delonem, w 1962 roku do amerykańskich kin wchodzi kompilacja trylogii Marischki pod wdzięcznym tytułem „Sissi – Forever My Love”. Reżyser pisał jednak z wyrzutem do Magdy Schneider: „Romy unosi się teraz w innych regionach, podobnie jak i Karlheinz, spogląda nieco z góry na Sissi. Tymczasem ze wszystkich gazet dowiaduję się, że Sissi otworzyła przed nią rynek amerykański”. Recenzje filmu są pozytywne, zaś „Variety” pisze, że choć Romy i Karlheinz nie są jeszcze znani w Stanach, to z pewnością stanowią najatrakcyjniejszą parę ostatnich lat. Ernst Marischka pisze również, że ma nadzieję, że Romy nie jest zła z tego powodu. Cieszy się również z jej sukcesu w „Bocaccio ’70”. Dodaje jednak, że jeśli będzie emitowany w Stanach, wówczas okaże się, jak ważny był sukces „Forever My Love”.

Jednak Schneider nie jest zachwycona skompilowaną formułą trylogii i dodaje „(…) nie uważam tego typu filmów za dobre, za odpowiednie dla Ameryki – i dla mnie teraz”. Jak stwierdził „Der Spiegel”: „Z Sissi stała się sexy” i na dobre wyrosła z emploi niewinnych księżniczek..

.

 .Romy w filmie „Bocaccio ’70”

..

Jednak nie dla szerokiej publiczności. Dziennikarze często zwracają się do niej pogardliwym tonem, nie rzadko uciekają się do obelg. Jednak niemal równie mocno działa na Romy nazwanie jej… „Sissi”. Taką gafę popełnił też pewien francuski dziennikarz podczas festiwalu w Cannes w 1962 roku: „Do widzenia, Sissi, dziękuję, że zechciała Pani odpowiedzieć na moje pytania!”. Romy, marszcząc czoło, odpowiedziała: „Nie jestem Sissi!”. Właściwie drobiazg, ale Schneider czuje się mocno dotknięta.

Innym razem wyznała dosadnie: „Nie jestem Sissi, ale nie jestem też dziwką. Niemcy wszystko biorą mi za złe. Proszę powiedzieć niemieckiej publiczności, że nie może mi wyrzucać, że stałam się dorosła”.

..

[tumblr.com]

.

.Dopiero w 1963 roku okazuje się, że wódz Apaczów Winnetou całkiem wyrugował cesarzową Sissi z czołówki najbardziej popularnych filmów. Filmy z tego cyklu okazują się bowiem jeszcze większym hitem kasowym niż trylogia z Romy Schneider. Niemniej jednak „Sissi” wciąż często gości na niemieckich ekranach w Boże Narodzenie….

Na podstawie:

Die Königin der Schmerzen, DER SPIEGEL 21/2007

G. Krenn: „Romy i Alain – szalona miłość”, Świat Książki, 2015

.

.

.Ogromnie miło mi poinformować, że mój artykuł o Romy ukazał się również w wersji angielskiej, a także został przetłumaczony na język węgierski i opublikowany w prestiżowym Magazynie TUMAG!