Romy Schneider, CK Monarchia i… Wawel

Moi Drodzy,

dzisiaj krótka ciekawostka: batonik Danusia (Wawel) swego czasu nosił podobiznę Romy Schneider z jej ostatniego filmu „Nieznajoma z Sans Souci”. Jest to scena, w której główna bohaterka słucha, jak jej syn przejmująco gra na skrzypcach. Rolę tę miał zagrać syn Romy Schneider, David, jednak kilka miesięcy wcześniej zmarł w tragicznych okolicznościach w wieku 14 lat. Scenę tę kręcono wielokrotnie, gdyż każdorazowo doprowadzała Romy do łez. Schneider zmarła kilka miesięcy później. Czy umieszczenie podobizny Romy na opakowaniu Danusi to zabieg świadomy, tego nie wiem, ale pamiętam, jak wiele lat temu przypadkowo zauważyłam to w kolejce do kasy 😉

Niestety obecnie Danusia ma już inne opakowanie, ale podobizna nadal przypomina Romy…

Na stronie marki widnieje następująca historia:

Czekoladowa Danusia ma swoja prawdziwą i romantyczną historię. Wydarzyła się ona na początku lat dwudziestych ubiegłego stulecia. Sam właściciel, Adam Piasecki, zakochał się bez pamięci w swojej – urzekającej urodą – pracownicy, Danusi. Chcąc dać jej dowód swojej bezgranicznej miłości, opracował oryginalną recepturę czekoladowego batonika. Oprócz wyjątkowego smaku, odzwierciadlającego nieskończoną siłę uczucia, nadał mu nazwę na cześć swojej ukochanej – Danusia. Umieszczając na opakowaniu jej portret, nie zostawił żadnych wątpliwości, że w słodkiej czekoladce, zamknął magię miłosnych uniesień i towarzyszących uczuciu emocji.

Oryginalna Danusia

Dom tradycyjny: Adam Piasecki - Król Czekolady

Przedwojenna Danusia

Zachęcam również do odwiedzenia strony Danusi, marki Wawel oraz artykułu prasowego poświęconemu słynnej historii miłosnej. Opakowanie batonika przez lata zmieniało się aż dziewięć razy, wizerunek Danusi też ulegał modyfikacjom. – Dostosowywany był do współczesnych dam. Kobieta na opakowaniu miała więc różne fryzury w zależności od lat, w których pojawiała się na opakowaniu – mówi Leszek Mazan. Co ciekawe, okazuje się, że oprócz oryginalnej Danusi, na opakowaniu była tylko twarz Romy (w latach 2006-2018). Jeśli ktoś z Was orientuje się, jaka historia kryje się za inspiracją umieszczenia portretu Romy Schneider, koniecznie dajcie znać!

Znalazłam jeszcze inną historię inspiracji – tym razem Sienkiewiczowską – z książki „Kraków na słodko” Leszka Mazana (2010):

Zjadłbym cię, Danusiu…
Mówią o niej, że jest – podobnie jak Cecylia Gallerani, czyli mieszkająca od roku 1876 w Muzeum Czartoryskich Dama z łasiczką – najpopularniejszą dziewczyną Krakowa. Piękną Włoszkę – kochankę mediolańskiego księcia Lodovica Sforzy – stworzył boski Leonardo da Vinci, naszą Danusię – producent czekolady Adam Antoni Piasecki. Pierwsza rzuca na kolana urodą, druga smakiem. Obie ponętne, zniewalające, kobiece, uzupełniające się nawzajem. Patrząc na Cecylię, panowie nabierają ochoty na czekoladę. Smak Danusi wywołuje u obu płci nieodpartą potrzebę artystycznych doznań z najwyższej półki. Obie krążą po świecie w milionach egzemplarzy. Obie działają jak afrodyzjak. Obie łączą kobiece tajemnice.

Nie wszystkie sekrety sławnych krakowianek udało się rozwiązać historykom. Wiemy, że Cecylia Gallerani była córką włoskiego kupca, szesnastoletnią, bosko piękną dziewczyną, którą uwiódł był mediolański książę Lodovico Sforza. Ponieważ książę był człowiekiem honoru, wydał potem Cecylię bogato za mąż, a wcześniej (około roku 1490) polecił namalować jej portret z łasiczką – symbolem łatwego porodu. Cecylia była (co,jak twierdzą lekarze, widać na portrecie) w piątym miesiącu ciąży.

Spór o pochodzenie Danusi trwa.
Pierwsza obiegowa wersja łączy jej przyjście na świat z niedawnymi (rok 1910) krakowskimi obchodami 500 rocznicy bitwy pod Grunwaldem i z bestsellerem Krzyżacy Henryka Sienkiewicza. Rozeszła się plotka, ze do opisu bitwy pod Grunwaldem pisarz użył 7000 slow – dokładnie tyle, ile 450 lat wcześniej wawelski kronikarz Jan Długosz, którego ojciec walczył w zwycięskiej bitwie z Zakonem. Pół Krakowa liczyło, czy to prawda, a cały Kraków, podobnie jak bohater powieści Zbyszko z Bogdańca, kochał się w dwórce księżnej mazowieckiej, przetowłosej Danusi.

Zbyszko zobaczył swą przyszłą żonę na lawie karczmy „Pod lutym turem” w Tyńcu. Młódka,która nosiła za księżną nabijaną miedzianymi ćwieczkami lutnię na głowie miała wianeczek, włosy puszczone po ramionach, suknię niebieską, czerwone trzewiki z długimi końcami … Wydawała się małym dzieckiem, ale zarazem przecudnym jakby jakaś figurka z kościoła albo z jasełeczek…

Do opisanego przez Sienkiewicz a spotkania w Tyńcu doszło w roku 1399; w roku 1911 Adam Piasecki postanowił wykorzystać ogromną popularność sienkiewiczowskiej dziewczyny i osobiście stworzył recepturę czekoladki nadziewanej masą grylażowa (był to jego popisowy numer), nadając nowemu wyrobowi imię Danusia („A. Piasecki” – zaklinają się najstarsi krakowianie produkował również baton „Zbyszko”, ale jego śladu nie udało się odszukać w archiwach firmy). I tak rozpoczęła się trwająca do dziś ogromna kariera batonika.

Krzyżacy (1960) - Telemagazyn.pl

Wersja druga jest jeszcze bardziej romantyczna – i z tą legendą utożsamia się dzisiejszy Wawel (w miejscach pełnych czekolady rodzą się historie romantyczne i kolorowe jak witraże Wyspiańskiego). Otóż gdzieś na początku lat dwudziestych Król Czekolady wypatrzył wśród kilkuset swoich robotnic piękną Danusię (najprawdopodobniej, jak większość pracownic, rodem z Krowodrzy) i, mówiąc językiem sycylijskiego Ojca Chrzestnego, „poraził go piorun”. Pan Piasecki dobiegał wtedy czterdziestki, czyli był w wieku, kiedy mężczyznom zdarza się to najczęściej. Danusia, cudowna jak wschód słońca nad wieżą Mariacką, pracowała najprawdopodobniej jako zawijaczka karmelków – dłużej więc mogło na niej spoczywać oko chlebodawcy, podziwiać delikatne rysy, lekko zaróżowione policzki i błąkający się na twarzy tajemniczy uśmiech. Zauroczony tym widokiem pan Adam – według firmowych kronik – chcąc dać pięknej dziewczynie dowód swej miłości opracował oryginalną recepturę czekoladowego batonika. Oprócz wyjątkowego smaku, odzwierciedlającego nieskończoną siłę uczucia nadal mu nazwę – na cześć swojej ukochanej- Danusia. Umieszczając na opakowaniu jej portret, nie zostawił żadnej wątpliwości, że w słodkiej czekoladce zamknął magię miłosnych uniesień i towarzyszących uczuciu emocji.

Chyba od czasu przyjazdu do Krakowa w 1518 roku Bony Sforza, narzeczonej króla Zygmunta I Jagiellończyka, żadna dama nie miała tu tak udanego antrée. No, może tylko wspomniana już wcześniej „Królowa przedmieścia”, czyli piękna Manka, robotnica z Cygar fabryki. Miasto puchło od plotek i leciało do sklepów kupować „Danusię”. Na szczęście dla fascynującej urody Danusi baton był przepyszny, co musiały przyznać nawet najbardziej złe języki. Ale nie mogło być inaczej, skoro Król Czekolady podchodził do batonika z równie wielką miłością jak do dziewczyny, której imię polecił umieścić na obwolucie… Zaraz po przeprowadzce ze Szlaku na Wrocławską, nie licząc się z kosztami zakupił we włoskiej firmie Carle Montanari nową linię do produkcji i formowania nadziewanych czekoladek. .. Wieczna młodość, kondycja i smak „Danusi” były ambicją całej załogi: niech szef wie, jak dbamy o jego sympatię! Te ambicje stały się potem własnością kolejnych pokoleń pracowników Wawelu. Kiedy w roku 1972 na Wrocławskiej zainstalowano sprowadzone z tej samej włoskiej firmy nowocześniejsze linie do produkcji czekoladek nadziewanych, w tym „Danusi”, przez kolejne długie lata maszyny te otaczane były szczególną troską, a nawet sentymentem: jakże to, przecież tu powstaje „Danusia”!

Portret dziewczyny przestawiającej piękną Danusię przez wiele lat wisiał ponoć w korytarzu mieszkania państwa Piaseckich przy ulicy Długiej. Ktoś go potem zdjął ze ściany… Nierozwiązaną do dziś tajemnicą sprzed lat pozostaje reakcja pani Michaliny Piaseckiej na nowy produkt małżonka. Można tylko przypuszczać, że nigdy jej nie smakował. Sympatie krakowian były jednak po stronie Danusi. Wprawdzie on bogacz, a ona wprost przeciwnie, ale jeśli się kochają, a w grę wchodzi uczucie?…

Przy okazji, marka Wawel ma dużo wspólnego z CK Monarchią – oto fragment z częściowo już niedostępnej strony marki Wawel:

Mity i legendy – czekoladki na Cesarskim Dworze

Pod koniec XIX wieku pewien chłopiec, Adaś Piasecki, marzy o zawodzie cukiernika. Kilka lat później rozpoczyna naukę i jako dwudziestoletni młodzieniec, znając już tajniki sztuki, zdaje egzamin czeladniczy. Tak rozpoczyna się historia dzisiejszej marki Wawel. W 1898 roku [w roku śmierci cesarzowej Sisi] swoją pierwszą niewielką cukiernię Adam Piasecki otwiera w Krakowie, w kamienicy przy ulicy Długiej. Początkowo pomaga mu zaledwie pięciu pracowników.
Tradycje firmy cukierniczej Wawel sięgają końca XIX wieku, kiedy to świeżo upieczony czeladnik – Adam Piasecki postanowił założyć w Krakowie pracownię cukierniczą. W tym czasie Franciszek Józef spędzał jedyne naprawdę szczęśliwe chwile w otoczeniu swych licznych wnuków. Dzieci baraszkowały wtedy na dywanie w gabinecie Dziadunia, prosząc go gorąco o wspaniałe słodycze sprowadzane ekstrapocztą z Galicji, z Krakowa. Dobrotliwy Monarcha zawsze spełniał ich prośbę, sam bowiem przepadał za wyrobami Fabryki Piaseckiego. Osobisty kamerdyner Najjaśniejszego Pana – Euglen Ketterl opowiadał, że gdy cesarskie wnuki, podobnie jak cały Dwór, oblizywały palce po czekoladkach i wafelkach, wołając: „Ach, królewski smak!” Monarcha poprawiał je łagodnie: „Nie królewski, lecz cesarsko-królewski”.

File:Franz Joseph Karl Otto of Austria.jpg - Wikimedia Commons

2 uwagi do wpisu “Romy Schneider, CK Monarchia i… Wawel

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s