„Trzy dni w Quiberon” – recenzja

Wreszcie! Nowy wpis i to od razu na początku Nowego Roku, a w dodatku o filmie o Romy Schneider, na który od dawna czekałam z utęsknieniem.

„Trzy dni w Quiberon” (2018)

Film „Trzy dni w Quiberon” owiany jest aurą tajemniczości i skandalu. Córka Romy Schneider, Sarah Biasini, zdecydowanie odcina się od tej produkcji i twierdzi, że film przedstawia nieprawdziwy obraz jej matki. Nie mnie to oceniać, bo nie jestem w stanie stwierdzić, czy akcja przedstawiona na filmie odpowiada rzeczywistości. W moim przekonaniu film ten w żaden sposób nie szkaluje Romy Schneider.

Akcja dzieje się na początku lat 80., gdy Romy udaje się do luksusowego kurortu w Quiberon, gdzie ma przejść kurację odnowy biologicznej. Mówiąc bardziej precyzyjnie, chodzi o ścisłą dietę i odwyk od alkoholu, tabletek i papierosów. Niestety Romy, jak to Romy, długo w tym postanowieniu nie wytrwała. Zaprosiła do siebie swoją przyjaciółkę z lat dzieciństwa. Nieoczekiwanie postanawia udzielić wywiadu – i zaprasza również zaprzyjaźnionego fotografa i dziennikarza „Stern”, M. Juergsa, który po latach wyda znaną w Polsce biografię Romy „Zawiedzione marzenia”. To niezwykła sytuacja, ponieważ Romy (w przeciwieństwie do własnej matki) stroni od prasy i zaciekle broni swojej prywatności. Tym razem jednak udziela bardzo szczerego wywiadu. Rozprawia się w nim z „Sissi” i niechęcią niemieckiej publiczności.

Film ukazuje Romy, jaką znam z jej licznych biografii książkowych i filmowych. Romy, jaką wspominają jej przyjaciele. Kruchą, zdesperowaną, oscylującą między beztroską dziecięcą radością a bezbrzeżnym smutkiem, pełną lęków i niepewności o przyszłość. Potrafiącą żyć chwilą podczas beztroskich spotkań z innymi, a jednocześnie niepotrafiącą poradzić sobie z szarą rzeczywistością. Otwartą na kontakt z obcymi ludźmi, a jednocześnie bojąca się rozmowy telefonicznej z własnym synem. Romy pełną skrajności. Kruchą. Podczas oglądania filmu chciałoby się ją po prostu przytulić. Jest pokazana z empatią i życzliwością, dlatego nie zgadzam się z zarzutem, jakoby ten film miał szkalować Romy. Ona sama wyraziła zgodę na wywiad i zdjęcia, które bynajmniej nie pokazują wymalowanej, wystrojonej gwiazdy filmowej, a zmęczoną życiem kobietę bez grama makijażu, w której oczach widać na przemian dziką radość albo ogromne cierpienie.

Jest dokładnie taka, jak reżyser Jacques Ruffio opisał na jej własnym pogrzebie:

Instynkt popychał ją do zachowań ekstremalnych. Była raz płomieniem, raz lodem, była mądra i głupia, wspaniałomyślna i wyrachowana, skłonna do kompromisów i nieprzejednana, radosna i pełna lęków. Nosząc w sobie tyle sprzeczności, miała wszelkie predyspozycje, aby wcielać się na ekranie w najróżniejsze postacie. Nie miała natomiast niczego, co kobiecie potrzebne do spokojnego życia, za którym tak bardzo tęskniła…

Marie Bäumer genialnie wcieliła się w Romy Schneider. Jak sama przyznała w wywiadzie, od lat odmawiała zagrania Romy, chociaż wizualnie bardzo ją przypomina. W końcu jednak się zgodziła. Cudownie naśladuje sposób bycia Romy – jej głos, mimikę, sposób mówienia. I robi to zupełnie naturalnie, bez wymuszenia.

Mówiąc krótko: cieszę się, że ten film powstał. Epizod z rybakiem, który zapytał ją, czy jest Sissi, na co ona odpowiedziała: „Nie, nazywam się Romy Schneider”, a z którym potem śmiała się i tańczyła do muzyki Beatlesów, mogłam wreszcie zobaczyć na ekranie. Wcześniej jedynie czytałam o nim w książce Juergsa (który oczywiście towarzyszył Romy w tej nocnej eskapadzie).

Film jest doskonale zrobiony pod względem wizualnym, nie można od niego oderwać wzroku. Dla niektórych może być zaskakujące, że film jest czarno-biały, ale to zapewne dlatego, że zdjęcia autorstwa Lebecka są właśnie w czerni i bieli, a więc podczas oglądania filmu ma się przed oczami dokładne ujęcia oryginalnych zdjęć z tamtego czasu. Gra aktorska na najwyższym poziomie.

Uważam, że film jest zbieżny z filmową autobiografią, jaki przedstawiono w filmie z 1967 roku („Portrait eines Gesichts”), w którym Romy udzieliła wywiadu rzeki o swoim życiu zawodowym. Już wtedy Romy sprawiała wrażenie rozchwianej, kruchej, niepewnej, zmęczonej życiem mimo młodego wieku. Ten obraz również przedstawiono w czerni i bieli. Dobrym pomysłem byłoby obejrzenie jednego za drugim.

Warto też wspomnieć o filmie „Romy” z 2009 roku, który chyba jeszcze nie został wyemitowany z Polsce. Jessika Schwarz również przekonująco wcieliła się w rolę Romy. Z tym, że film ten ukazuje całe życie aktorki, a „Trzy dni w Quiberon” przedstawiono tylko krótki epizod pod koniec jej życia.

Podsumowując, film jest gratką dla fanów Romy Schneider. Tak, jest smutny, ale to chyba nie jest nowością dla osób, które znają jej biografię. Dla osób postronnych być może będzie nudnym dwugodzinnym seansem. Mimo wszystko bardzo polecam!

Marie Bäumer jako Romy Schneider (2018)

Uwaga!

Jeśli będziesz 18 stycznia w Warszawie, to nie może Cię zabraknąć na Tygodniu Niemieckiego Kina! Reżyserka „3 dni w Quiberon”, Emily Atef, będzie gościem głównym uroczystego otwarcia tegorocznej warszawskiej edycji Tygodnia Filmu Niemieckiego, podczas którego obejrzymy jej najnowszy film „3 dni w Quiberon“. 
Urodzona w 1973 w Berlinie Zachodnim francusko-irańska reżyserka od dziecka zmieniała miejsce zamieszkania – Los Angeles, Francja, Londyn – by osiąść w Berlinie, gdzie w 2008 roku ukończyła Niemiecką Akademię Filmową i Telewizyjną. Nie będzie to zresztą jej pierwsza wizyta w Polsce – swój pełnometrażowy debiut (wielokrotnie nagradzany „Droga Molly“) nakręciła w Wałbrzychu i nie ukrywa, że inspiruje ją polskie kino. 


📍 Kino Muranów
📆 18.01. (piątek), godz. 20:00
🎫 bilety w kasie kina lub na stronie ➡ bit.ly/2RF9qE6

2 uwagi do wpisu “„Trzy dni w Quiberon” – recenzja

    1. Mam nadzieję, że wyemituje go kiedyś TV, chociaż to może być płonna nadzieja. Trylogii „Sissi” nie emitują już chyba 10 lat. Film jest ciekawy dla fanów Romy, a gra Marie po prostu wbija w fotel. Człowiek nie wie, czy ogląda Marie, czy Romy. Tylko raz miałam takie uczucie – podczas oglądania „Bohemian Rhapsody”. Polecam i już biegnę zajrzeć do Ciebie! 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s